Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 4
Cóż to ma za znaczenie? Czyż już teraz nie jest właściwie tylko trupem? Nie będzie już nigdy mógł słyszeć, widzieć, mówić ani myśleć i nie sprawiłoby to różnicy biednemu Sturkowi, gdyby nawet już dziś wieczór ułożyli go w grobie i przykryli nagrobną płytą.
Następnie zaczęto mówić o Nutterze. Każdy z obecnych miał w tym przedmiocie odrębne zdanie lub snuł własne domysły, z wyjątkiem Dangerfielda, zachowującego się z dyskretną powściągliwością ku wielkiemu zmartwieniu innych, którzy przypuszczali nie bez słuszności, że wie on o stanie interesów Nuttera, a zwłaszcza o jego stosunkach z lordem Castlemallardem o wiele więcej niż wszyscy pozostali razem wzięci.
”Być może biedak nie był obecnie w stanie przedłożyć swych ksiąg rachunkowych do sprawdzenia, a przy zmianie urzędu zdarza się czasem, że wychodzą na jaw rzeczy, które w innym wypadku pozostałyby w ukryciu. Był on tego rodzaju człowiekiem, który potrafi poradzić sobie z każdą sprawą, jeśli więc uważałby, że najlepszym sposobem opuszczenia swego urzędu było opuszczenie tego świata — uczyniłby to. Należał do rodziny o bardzo stanowczym charakterze — cioteczny dziadek Nuttera, jak wiadomo, utopił się w tym małym jeziorku — jak ono się nazywa? — w hrabstwie Cavan, i było to również dokonane z wspaniale zimną krwią i stanowczością”.
Lecz umysły obecnych nękały nie ujawnione podejrzenia. Każdy wiedział, o czym myśli jego sąsiad, choć nie chciał się dopytywać ani nie miał ochoty ubierać w słowa własnych brzydkich myśli. Wszyscy wiedzieli, jak układały się stosunki między Sturkiem i Nutterem. Starali się odegnać od siebie tę myśl, gdyż choć Nutter nie był dowcipnisiem ani pieśniarzem, ani gawędziarzem, jednak lubiano go ogólnie. Poza tym Nutter mógł przecież powrócić za dzień lub dwa i w takim wypadku najlepiej będzie tym, którzy nie pozwolili sobie na publiczne wygłaszanie jakichkolwiek straszliwych domysłów na jego temat.
Tak więc wszyscy czekali i trzymali język za zębami spodziewając się, że ktoś inny zacznie mówić.
Następnie zaczęto mówić o Nutterze. Każdy z obecnych miał w tym przedmiocie odrębne zdanie lub snuł własne domysły, z wyjątkiem Dangerfielda, zachowującego się z dyskretną powściągliwością ku wielkiemu zmartwieniu innych, którzy przypuszczali nie bez słuszności, że wie on o stanie interesów Nuttera, a zwłaszcza o jego stosunkach z lordem Castlemallardem o wiele więcej niż wszyscy pozostali razem wzięci.
”Być może biedak nie był obecnie w stanie przedłożyć swych ksiąg rachunkowych do sprawdzenia, a przy zmianie urzędu zdarza się czasem, że wychodzą na jaw rzeczy, które w innym wypadku pozostałyby w ukryciu. Był on tego rodzaju człowiekiem, który potrafi poradzić sobie z każdą sprawą, jeśli więc uważałby, że najlepszym sposobem opuszczenia swego urzędu było opuszczenie tego świata — uczyniłby to. Należał do rodziny o bardzo stanowczym charakterze — cioteczny dziadek Nuttera, jak wiadomo, utopił się w tym małym jeziorku — jak ono się nazywa? — w hrabstwie Cavan, i było to również dokonane z wspaniale zimną krwią i stanowczością”.
Lecz umysły obecnych nękały nie ujawnione podejrzenia. Każdy wiedział, o czym myśli jego sąsiad, choć nie chciał się dopytywać ani nie miał ochoty ubierać w słowa własnych brzydkich myśli. Wszyscy wiedzieli, jak układały się stosunki między Sturkiem i Nutterem. Starali się odegnać od siebie tę myśl, gdyż choć Nutter nie był dowcipnisiem ani pieśniarzem, ani gawędziarzem, jednak lubiano go ogólnie. Poza tym Nutter mógł przecież powrócić za dzień lub dwa i w takim wypadku najlepiej będzie tym, którzy nie pozwolili sobie na publiczne wygłaszanie jakichkolwiek straszliwych domysłów na jego temat.
Tak więc wszyscy czekali i trzymali język za zębami spodziewając się, że ktoś inny zacznie mówić.
www.archangelica.pl


