Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 39
Tryumfujący nad piekłem! Lecz teraz
Straciłeś wszystko: teraz cię opuszcza
Dobry twój anioł! Czeluści piekielne
Już się rozwarły, by pochłonąć ciebie.

— Dość tego, to wszystko jedynie przeklęte, nadęta mowa — przerwał Devereux — to znaczy, rzecz sama w sobie; pan przekazał ją jak najkorzystniej.
— Cóż, z pewnością — powiedział Puddock — są w niej lepsze monologi. Lecz już późno, a rano apel, wie pan... muszę iść do łóżka. A pan...
— Nie. Zostanę tu, gdzie jestem.
— A więc, życzę panu dobrej nocy, drogi Devereux. — Dobranoc, Puddock.
Słyszał małego, pulchnego porucznika zbiegającego po schodach i zamykające się za nim drzwi sieni. Devereux wziął do ręki książkę, którą odłożył Puddock, i przez chwilę czytał z zaciekawieniem. Później wstał i, przykro powiedzieć, wypił następną szklaneczkę podobnie mocnego napoju.
— Jutro odwrócę nową kartę — i przyłapał się na powtarzaniu za Puddockiem słów z
Makbeta — ”Jutro, jutro, jutro”.
Devereux wyjrzał opierając się o ramę okienną. Wokół panował spokój, jak gdyby turkot powozu nigdy nie zakłócił ciszy chłodnej nocy. Miasto udało się na spoczynek i sponad pól dobiegało tchnienie rzeki.
Księżyc nigdy jeszcze nie oświetlał bardziej zasmuconego oblicza.
— To dobra sztuka, Faust... Marlowe'a — powiedział. Kilka wierszy, które przeczytał, huczało mu w uszach jak odległy, żałobny dzwon. — Ciekaw jestem, czy Marlowe musiał przebyć tak zwariowaną drogę jak niektórzy z nas tutaj, jak ja, i nie mógł się cofnąć. Puddock, ten szlachet-