Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 38
— Czóż, nie sządżę, by mnie pan znał, Devereux — zaseplenił Puddock w zadumie — bycz może szę mylę, lecz sządżę, że mógłbym żgłębić tajniki duszy łajdaka, podobnie jak większość ludżi.
— A jeśliby się to panu udało, dopatrzyłby się pan w niej mnóstwa szlachetnych cech — rzekł Dick Deve-reux. — Cóż to za książka?
— Tragiczne dzieje doktora Fausta — odparł Puddock — zostawiłem ją tu przed tygodniem. Przeczytał ją pan?
— Na Boga, Puddock, zapomniałem! Zobaczymy, co jest warta — rzekł Devereux — Hej, ho! — I począł czytać:
Zły Anioł: Niech się twe oczy, Fauście, z przerażeniem
Wlepią w ten wieczny katuszy przybytek:
Tu na płomiennych rożnach prażą Furie
Tłum potępionych dusz, tu się gotują
Ciała w ołowiu: tu poćwiartowane,
Ale żyjące, pieką się na węglach,
Wypoczywają udręczone dusze.
Ci, których karmią tam kęsami ognia”,
To są łakomcy, co jedli na ziemi
Same przysmaki, patrząc obojętnie,
Jak umierali u bram ich nędzarze.
— Krawcy! Ja Jowisza! dobrze im tak, łajdakom. Krawcy posilający się w ”Feniksie” potrawką po królewsku, hiszpańskimi oliwkami, Puddock, tłustymi wątróbkami, zielonymi smardzami; te łotry śmieją się na widok biednych oficerów Irlandzkiej Artylerii Królewskiej, przymierających głodem u ich stołu — niech ich diabli porwą!
— No, no! Posłuchaj Dobrego Anioła — rzekł Puddock, biorąc książkę i deklamując, jak umiał najlepiej:
Dobry Anioł: Niebiańskie szczęście straciłeś na wieki,
Radość bez końca, rozkosz niewymowną:
Gdybyś był słuchał słodkiej wiedzy Bożej,
Piekło nad tobą nie miałoby władzy!
Gdybyś był poszedł, Fauście, oną drogą,
Patrzaj, na jakim byłbyś siedział tronie!
W niebiańskiej chwale, śród jasnych aniołów,
— A jeśliby się to panu udało, dopatrzyłby się pan w niej mnóstwa szlachetnych cech — rzekł Dick Deve-reux. — Cóż to za książka?
— Tragiczne dzieje doktora Fausta — odparł Puddock — zostawiłem ją tu przed tygodniem. Przeczytał ją pan?
— Na Boga, Puddock, zapomniałem! Zobaczymy, co jest warta — rzekł Devereux — Hej, ho! — I począł czytać:
Zły Anioł: Niech się twe oczy, Fauście, z przerażeniem
Wlepią w ten wieczny katuszy przybytek:
Tu na płomiennych rożnach prażą Furie
Tłum potępionych dusz, tu się gotują
Ciała w ołowiu: tu poćwiartowane,
Ale żyjące, pieką się na węglach,
Wypoczywają udręczone dusze.
Ci, których karmią tam kęsami ognia”,
To są łakomcy, co jedli na ziemi
Same przysmaki, patrząc obojętnie,
Jak umierali u bram ich nędzarze.
— Krawcy! Ja Jowisza! dobrze im tak, łajdakom. Krawcy posilający się w ”Feniksie” potrawką po królewsku, hiszpańskimi oliwkami, Puddock, tłustymi wątróbkami, zielonymi smardzami; te łotry śmieją się na widok biednych oficerów Irlandzkiej Artylerii Królewskiej, przymierających głodem u ich stołu — niech ich diabli porwą!
— No, no! Posłuchaj Dobrego Anioła — rzekł Puddock, biorąc książkę i deklamując, jak umiał najlepiej:
Dobry Anioł: Niebiańskie szczęście straciłeś na wieki,
Radość bez końca, rozkosz niewymowną:
Gdybyś był słuchał słodkiej wiedzy Bożej,
Piekło nad tobą nie miałoby władzy!
Gdybyś był poszedł, Fauście, oną drogą,
Patrzaj, na jakim byłbyś siedział tronie!
W niebiańskiej chwale, śród jasnych aniołów,
www.archangelica.pl


