Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 35
Ryszardzie, pozwól mi jedynie pocałować twą rękę... och! Nie, nie, nie mów, żegnaj, odejdę... już odeszłam... lecz być może... przypuśćmy tylko, że zechce pan kiedyś ujrzeć znów swą biedną, szaloną Nam... tylko ją ujrzeć... będę o tym myślała.
Dawne uczucie — jeśli coś tak pospolitego zasługuje na takie miano — minęło; lecz żal mu jej było z całego serca; to serce, jakiekolwiek 'było, krwawiło dla niej — choć ona o tym nie wiedziała.
Ujrzał ją, biedne stworzenie, w lekkim odzieniu, odchodzącą spiesznie w blasku księżyca, w przeszywającym nocnym chłodzie, który dotkliwie odczuwał, mimo iż otulony był grubym płaszczem. Nan obejrzała się przez ramię, później zatrzymała; być może myślała, biedactwo, że zmienił zdanie, lecz za chwilę znów prędko ruszyła przed siebie. Oboje tak rozpaczliwie czepiali się ostatniej nadziei. Jeszcze jedna błagalna prośba... jeszcze jedno rozstanie... Więc odwrócił się gwałtownie i wszedł w gęstwinę pobliskich zarośli, nad którymi unosiły się białe opary nocy.
Gdy tak kroczył stanowczo i szybko dalej z posępnym obliczem i ciężkim sercem, wydało mu się, iż słyszy w dali gwałtowny szloch będący pożegnaniem biadnej Nan.
Tak więc Devereux niczym duch sunął przed siebie przez cichy gąszcz nie wiedząc niemal lub nie dbając o to, dokąd idzie. Wynurzył się z zarośli na szeroką, otwartą równinę, po czym przeszedłszy skrajem Piętnastu Akrów stanął wreszcie na wzniesieniu, skąd rozciągał się widok na rzekę, której wody już to mieniły się długimi pasmami srebrnych iskier, już to skrywały w głębokim cieniu u jej stóp. Tam to zatrzymał się chwilę; spojrzał ku wiosce, gdzie spędził tak wiele miłych godzin — miał głębokie i pełne żalu przeczucie, iż nie czekają go już nigdy równie miłe chwile; wzrok jego błądził pośród rozrzuconych świateł, które wciąż migotały w odległych oknach; miał wrażenie, że pośród nich wszystkich rozpoznaje gwiazdę swego przeznaczenia, która błyskała blado i mgliście poprzez dalekie wiązy — spoglądał na nią ponad wodą — wielka dzieliła ich przepaść — tak blisko, a jednak tak daleko świeciła jego gwiazda — spoglądał z dziwnym, mieszanym uczuciem smutku i buntu, tkliwości i gniewu.