Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 34
biedna dziewczyna z Palmerstown, która ongi była tak wesoła.
— Czemu nie słuchasz mnie, dziecko? Tak nie można. Musisz mieć płaszcz i kapturek. Jest bardzo zimno, na Boga, Nan, nigdy nie będziesz cierpiała nędzy, jeśli będę miał choć gwineę. Lecz widzisz, jestem teraz biedny, niech to licho, biedny, przykro mi, Nan, mam tylko tę jedną monetę przy sobie.
— Och, nie, panie Ryszardzie, zachowaj ją, być może będziesz sam jej potrzebował.
— Nie, dziecko, nie sprawiaj mi przykrości, masz... będę miał pieniądze za tydzień lub dwa tygodnie, a wówczas prześlę ci więcej. Nan, nie zapomnę o tobie — powiedział te słowa nieco smutniejszym głosem — Nan, jestem innym człowiekiem. Wszystko skończone, rozumiesz, nigdy, więcej się nie zobaczymy. Bądź weselsza na pożegnanie, Nan. Teraz tu oto powiemy sobie: żegnaj.
— Och, nie, nie, nie, nie żegnaj, nie możesz, nie możesz, twoja biedna, szalona Nan!
Uczepiła się jego płaszcza, dziko, błagalnie szlochając.
— Tak, Nan, żegnaj. Tak musi być... nie może być inaczej.
— Och, panie Ryszardzie, czy mówi pan poważnie? Nie uczyniłbyś tego z pewnością, och, nie uczyniłbyś tego.
— No, no, Nan, uspokój się. Muszę iść. Pamiętaj o swej obietnicy, a ja nie zapomnę o tobie, Nan... na mą duszę, nie zapomnę.
— Och, och, czy nie dasz mi choć możliwości ujrzenia cię, czy nie będę mogła popatrzeć na ciebie przechodzącego, choćby z daleka? Myślę, że nie cierpiałabym tak, gdybym mogła ujrzeć cię czasem, panie Ryszardzie.
— Cóż, Nan, nie wolno ci płakać, sama wiesz, że wszystko minęło, wszystko skończyło się już przed przeszło rokiem. Wszystko było przeklętym szaleństwem... wszystko to moja wina; przykro mi, Nan... przykro mi. Jestem teraz innym człowiekiem i prowadzić będę lepsze życie i ty także, moja biedna dziewczyno.
— Ale nie będę mogła cię ujrzeć? ani rozmawiać z tobą, panie Ryszardzie? tylko czasem cię widzieć, z bardzo daleka jedynie? — Biedna Nan płakała cały czas, gdy to mówiła. — Och, dobrze, odejdę, odejdę, naprawdę, panie
— Czemu nie słuchasz mnie, dziecko? Tak nie można. Musisz mieć płaszcz i kapturek. Jest bardzo zimno, na Boga, Nan, nigdy nie będziesz cierpiała nędzy, jeśli będę miał choć gwineę. Lecz widzisz, jestem teraz biedny, niech to licho, biedny, przykro mi, Nan, mam tylko tę jedną monetę przy sobie.
— Och, nie, panie Ryszardzie, zachowaj ją, być może będziesz sam jej potrzebował.
— Nie, dziecko, nie sprawiaj mi przykrości, masz... będę miał pieniądze za tydzień lub dwa tygodnie, a wówczas prześlę ci więcej. Nan, nie zapomnę o tobie — powiedział te słowa nieco smutniejszym głosem — Nan, jestem innym człowiekiem. Wszystko skończone, rozumiesz, nigdy, więcej się nie zobaczymy. Bądź weselsza na pożegnanie, Nan. Teraz tu oto powiemy sobie: żegnaj.
— Och, nie, nie, nie, nie żegnaj, nie możesz, nie możesz, twoja biedna, szalona Nan!
Uczepiła się jego płaszcza, dziko, błagalnie szlochając.
— Tak, Nan, żegnaj. Tak musi być... nie może być inaczej.
— Och, panie Ryszardzie, czy mówi pan poważnie? Nie uczyniłbyś tego z pewnością, och, nie uczyniłbyś tego.
— No, no, Nan, uspokój się. Muszę iść. Pamiętaj o swej obietnicy, a ja nie zapomnę o tobie, Nan... na mą duszę, nie zapomnę.
— Och, och, czy nie dasz mi choć możliwości ujrzenia cię, czy nie będę mogła popatrzeć na ciebie przechodzącego, choćby z daleka? Myślę, że nie cierpiałabym tak, gdybym mogła ujrzeć cię czasem, panie Ryszardzie.
— Cóż, Nan, nie wolno ci płakać, sama wiesz, że wszystko minęło, wszystko skończyło się już przed przeszło rokiem. Wszystko było przeklętym szaleństwem... wszystko to moja wina; przykro mi, Nan... przykro mi. Jestem teraz innym człowiekiem i prowadzić będę lepsze życie i ty także, moja biedna dziewczyno.
— Ale nie będę mogła cię ujrzeć? ani rozmawiać z tobą, panie Ryszardzie? tylko czasem cię widzieć, z bardzo daleka jedynie? — Biedna Nan płakała cały czas, gdy to mówiła. — Och, dobrze, odejdę, odejdę, naprawdę, panie
www.archangelica.pl


