Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 30
wał się z takim dziwnym przejęciem przypatrywać wirującemu kręgowi tancerzy, widział jedynie staromodny salon z pękami róż wokół okien i słyszał tylko słodki, głęboki głos, dla niego brzmiący jak anielska muzyka, jak daleka pieśń pogrzebowa — pożegnanie, czasem przebaczenie — a niekiedy słyszał jedynie miłą rozmowę i wesoły śmiech, wszystko to było teraz jedynie dawnymi wspomnieniami i daremnymi marzeniami.
Lecz owego wieczoru Devereux miał do załatwienia pewną sprawę, znikł zatem około godziny jedenastej. W takim tłumie łatwo było przyjść i wyjść bez zwrócenia czyjejkolwiek uwagi.
Puddock był bardzo szczęśliwy i podniecony. Mervyn, którego niegdyś tak się obawiał, znajdował się tam również, lecz jako widz jedynie, by stać się owej nocy świadkiem jego niezwykłego tryumfu. Puddock nigdy przedtem nie tańczył tak wiele z panną Gertrudą, to znaczy na tak wielkim balu jak ten, na którym tak wielu było dandysów dobrze urodzonych i mających mnóstwo pieniędzy; istotnie, zachowanie ciotki Rebeki, która odnosiła się doń z milczącą i bynajmniej nie łaskawą grzecznością, zdawało się potwierdzać jego powodzenie.
Ciotka rozmawiała z Toole'em o Lilias nadmieniając, że Lilias wyglądała tego wieczoru o wiele lepiej.
— W jej zdrowiu nie ma poprawy, madame; wolałbym, żeby nie miała tych rumieńców, o których pani wspomina, pojmuje pani. W jej lewym płucu coś jest nie w porządku, a rumieniec spowodowany jest gorączką... nie czuje się lepiej, madame, co nie znaczy, że nie mamy nadziei na poprawę... niech Bóg broni... lecz jest to niepokojący przypadek — i Toole z powagą potrząsnął głową.
Zawsze i nieodmiennie, gdy ciotka Becky ubierała się przed wyjściem w płaszcz i {kapturek, zjawiał się jakiś serdeczny przyjaciel, który miał coś ciekawego do powiedzenia lub jakąś sprawę do omówienia i z którym pogrążała się w rozmowie. Tak więc, gdy tym razem stała słuchając piskliwego trajkotu starego pułkownika Bligh, wtrącając raz po raz stanowczym tonem jakieś słowo, Gertruda, ubrana już do wyjścia ma zimne nocne powietrze, mając u swego boku małego Puddocka jako towarzyszącego kawalera, wysunęła się na zewnątrz i zajęła miejsce w wielkiej pa-
Lecz owego wieczoru Devereux miał do załatwienia pewną sprawę, znikł zatem około godziny jedenastej. W takim tłumie łatwo było przyjść i wyjść bez zwrócenia czyjejkolwiek uwagi.
Puddock był bardzo szczęśliwy i podniecony. Mervyn, którego niegdyś tak się obawiał, znajdował się tam również, lecz jako widz jedynie, by stać się owej nocy świadkiem jego niezwykłego tryumfu. Puddock nigdy przedtem nie tańczył tak wiele z panną Gertrudą, to znaczy na tak wielkim balu jak ten, na którym tak wielu było dandysów dobrze urodzonych i mających mnóstwo pieniędzy; istotnie, zachowanie ciotki Rebeki, która odnosiła się doń z milczącą i bynajmniej nie łaskawą grzecznością, zdawało się potwierdzać jego powodzenie.
Ciotka rozmawiała z Toole'em o Lilias nadmieniając, że Lilias wyglądała tego wieczoru o wiele lepiej.
— W jej zdrowiu nie ma poprawy, madame; wolałbym, żeby nie miała tych rumieńców, o których pani wspomina, pojmuje pani. W jej lewym płucu coś jest nie w porządku, a rumieniec spowodowany jest gorączką... nie czuje się lepiej, madame, co nie znaczy, że nie mamy nadziei na poprawę... niech Bóg broni... lecz jest to niepokojący przypadek — i Toole z powagą potrząsnął głową.
Zawsze i nieodmiennie, gdy ciotka Becky ubierała się przed wyjściem w płaszcz i {kapturek, zjawiał się jakiś serdeczny przyjaciel, który miał coś ciekawego do powiedzenia lub jakąś sprawę do omówienia i z którym pogrążała się w rozmowie. Tak więc, gdy tym razem stała słuchając piskliwego trajkotu starego pułkownika Bligh, wtrącając raz po raz stanowczym tonem jakieś słowo, Gertruda, ubrana już do wyjścia ma zimne nocne powietrze, mając u swego boku małego Puddocka jako towarzyszącego kawalera, wysunęła się na zewnątrz i zajęła miejsce w wielkiej pa-
www.archangelica.pl


