Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 3
— Jak się miewa pański pacjent, doktorze? — spytał major O'Neill.
Doktor przymknął oczy i pokiwał z wolna głową, lekko wzruszając ramionami.
— Jego stan jest bardzo ciężki, majorze. Niewiele jest tu do powiedzenia, ale tego ”niewiele” nie można ”wypowiedzieć w jednej chwili — odparł Toole i zażył szczyptę tabaki.
— Jak się miewa Sturk, sir? — powtórzyły srebrne okulary nieco surowszym tonem.
— Cóż, sir, nie umarł, lecz, za pozwoleniem, czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy przeszli do saloniku, eh? Jest dość chłodno, a jak powiedziałem, nie można opowiedzieć tego w paru słowach. Nie umarł, to najważniejsze w tej chwili. Panowie, proszę, przejdźcie pierwsi, proszę!
Dangerfield, zasępiony, zastosował się do jego słów, lecz uprzejmy i grzeczny major podjął w sieni małą ceremonialną utarczkę z Toole'em. Jednakowoż skończyło się na półtuzinie ukłonów i zapraszających gestów ze słowami: ”Za panem, sir”; Toole wszedł i po ogólnym powitaniu w stylu doktora Pella stanął przy kominku plecami do ognia jak prawdziwa wyrocznia.
Toole znany był z tego, że lubił w podobnych okolicznościach znajdować się wśród laików i nie śpieszyło mu się wcale, by doprowadzić do końca opowiadanie. Rzecz cała polegała pokrótce na tym, że Sturk doznał wstrząsu mózgu i miał dwa straszne pęknięcia czaszki, tak długie i tak blisko siebie się znajdujące, że natychmiast obaj z doktorem Pellem stwierdzili niemożliwość przeprowadzenia trepanacji, przeciwnie, doprowadziłaby ona do natychmiastowej i pewnej śmierci. Sturk był całkowicie nieprzytomny, lecz gardło jego nie było jeszcze sparaliżowane i mógł przełknąć od czasu do czasu łyżeczkę rosołu lub polewki z białego wina.
Pod każdym innym względem jest jednak człowiekiem umarłym. Zapalny stan może wystąpić w każdej chwili; w najlepszym razie wkrótce zacznie zapadać w jeszcze głębszy sen i ani on sam, Toole, ani doktor Pell nie przypuszczają, by chory miał najmniejszą możliwość przebudzenia się choćby na chwilę ze swego jakby letargu. Może to tak trwać dwa lub trzy dni, lub nawet tydzień...
Doktor przymknął oczy i pokiwał z wolna głową, lekko wzruszając ramionami.
— Jego stan jest bardzo ciężki, majorze. Niewiele jest tu do powiedzenia, ale tego ”niewiele” nie można ”wypowiedzieć w jednej chwili — odparł Toole i zażył szczyptę tabaki.
— Jak się miewa Sturk, sir? — powtórzyły srebrne okulary nieco surowszym tonem.
— Cóż, sir, nie umarł, lecz, za pozwoleniem, czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy przeszli do saloniku, eh? Jest dość chłodno, a jak powiedziałem, nie można opowiedzieć tego w paru słowach. Nie umarł, to najważniejsze w tej chwili. Panowie, proszę, przejdźcie pierwsi, proszę!
Dangerfield, zasępiony, zastosował się do jego słów, lecz uprzejmy i grzeczny major podjął w sieni małą ceremonialną utarczkę z Toole'em. Jednakowoż skończyło się na półtuzinie ukłonów i zapraszających gestów ze słowami: ”Za panem, sir”; Toole wszedł i po ogólnym powitaniu w stylu doktora Pella stanął przy kominku plecami do ognia jak prawdziwa wyrocznia.
Toole znany był z tego, że lubił w podobnych okolicznościach znajdować się wśród laików i nie śpieszyło mu się wcale, by doprowadzić do końca opowiadanie. Rzecz cała polegała pokrótce na tym, że Sturk doznał wstrząsu mózgu i miał dwa straszne pęknięcia czaszki, tak długie i tak blisko siebie się znajdujące, że natychmiast obaj z doktorem Pellem stwierdzili niemożliwość przeprowadzenia trepanacji, przeciwnie, doprowadziłaby ona do natychmiastowej i pewnej śmierci. Sturk był całkowicie nieprzytomny, lecz gardło jego nie było jeszcze sparaliżowane i mógł przełknąć od czasu do czasu łyżeczkę rosołu lub polewki z białego wina.
Pod każdym innym względem jest jednak człowiekiem umarłym. Zapalny stan może wystąpić w każdej chwili; w najlepszym razie wkrótce zacznie zapadać w jeszcze głębszy sen i ani on sam, Toole, ani doktor Pell nie przypuszczają, by chory miał najmniejszą możliwość przebudzenia się choćby na chwilę ze swego jakby letargu. Może to tak trwać dwa lub trzy dni, lub nawet tydzień...
www.archangelica.pl


