Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 26
Rozdział LX
W KTÓRYM JEST MOWA O KRYNOLINACH, PIÓRACH, BRYLANTACH, DANDYSACH I SKRZYPKACH
Ów bal Irlandzkiej Artylerii Królewskiej był wielkim i wspaniałym wydarzeniem. Tegoż dnia rano przyjechał generał Chattesworth, w samą porę by czynić honory domu; nie mógł wziąć zbyt czynnego udziału w tańcach, albowiem mimo iż swój mały atak podagry w Buxton trzymał w tajemnicy, kulał jeszcze nieco, choć wyglądał, jak zapewniali go przyjaciele, o dziesięć lat młodziej. Przybycie generała przywróciło ciotce Becky pierwsze miejsce na balu ku skrytemu rozczarowaniu pani Strafford, która tak wzięła sobie do serca czynienie honorów domu, że całymi tygodniami przy toaletce, a nawet w łóżku robiła próby krótkich przemówień, min i ruchów pełnych wdzięku. Oczywiście lord Castlemallard był tam również obecny wraz z wesołą, wspaniałą lady Moirą — wspominam o niej, gdyż generał Chattesworth otworzył bal menuetem, którego zatańczył właśnie z jej lordowską mością, utykając z nadzwyczajnym wdziękiem i promieniejąc szerokimi, uprzejmymi uśmiechami mimo swej zaszczytnej udręki. Poza tym obecnych było przeszło dwudziestu parów wraz z małżonkami w długich piórach, brylantach i olbrzymich krynolinach. Miał również przybyć wicekról Irlandii — a w owych czasach wicekról, który otwierał parlament i nosił wszystkie insygnia swej władzy, był o wiele większą osobistością niż sam monarcha w naszym demokratycznym stuleciu.
Kapitan Cluffe udał się w lektyce do mieszkania Puddocka, aby pożyczyć od niego paru pięknych klamer. Puddok posiadał dwie pary, a Cluffe sądził, że jego własne klamerki nie odzyskały jeszcze całkowicie dobrego wyglądu po owej diabelnej kąpieli w pamiętną noc serenady. Szarmancki kapitan dowiedziawszy się, że Puddock i Deve-reux mieli zamiar pójść pieszo — krok jedynie dzielił ich od dziedzińca koszar — i widząc, że Puddock nie znajdzie natychmiast owych klamer, nie chciał zatrzymywać dłużej lektyki, wiedział bowiem, że zwłoka podwyższy opłatę za przejazd, a nie lubił wydawać pieniędzy.
— Hej! Idziecie pieszo? Podoba mi się ten pomysł — krzyknął wesoły kapitan, posyłając pół korony ”dwunożnym kucykom”, jak ich żartobliwie nazywano. — Wolę iść z wami, niż wlec się sam w lektyce, moi mili.
Większość dziarskich młodych ludzi w przeddzień wielkiego balu miała ręce pełne roboty. Zawsze istnieje jakaś jedna, szczególnie jasna gwiazda, u stóp której składają swe hołdy nawet ci, którzy podziwiają w zwierciadle własne piękne rysy.
Piękne klamerki u bucików Puddocka lśniły dla Gertrudy Chattesworth, gdy odwracał się w jej stronę. To dla niej jego fular otrzymał ostatnie, niedbałe dotknięcie dłoni — dla niej wstrząśnięte koronkowe mankiety opadły wytwornie na jego pulchne dłonie. Dla niej brylantowy pierścień skrzył się jak gorejąca gwiazda na białym małym palcu Puddocka, dla niej raz jeszcze przed wyjściem spryskał perfumami chusteczkę do nosa i rzucił ostatnie spojrze-
W KTÓRYM JEST MOWA O KRYNOLINACH, PIÓRACH, BRYLANTACH, DANDYSACH I SKRZYPKACH
Ów bal Irlandzkiej Artylerii Królewskiej był wielkim i wspaniałym wydarzeniem. Tegoż dnia rano przyjechał generał Chattesworth, w samą porę by czynić honory domu; nie mógł wziąć zbyt czynnego udziału w tańcach, albowiem mimo iż swój mały atak podagry w Buxton trzymał w tajemnicy, kulał jeszcze nieco, choć wyglądał, jak zapewniali go przyjaciele, o dziesięć lat młodziej. Przybycie generała przywróciło ciotce Becky pierwsze miejsce na balu ku skrytemu rozczarowaniu pani Strafford, która tak wzięła sobie do serca czynienie honorów domu, że całymi tygodniami przy toaletce, a nawet w łóżku robiła próby krótkich przemówień, min i ruchów pełnych wdzięku. Oczywiście lord Castlemallard był tam również obecny wraz z wesołą, wspaniałą lady Moirą — wspominam o niej, gdyż generał Chattesworth otworzył bal menuetem, którego zatańczył właśnie z jej lordowską mością, utykając z nadzwyczajnym wdziękiem i promieniejąc szerokimi, uprzejmymi uśmiechami mimo swej zaszczytnej udręki. Poza tym obecnych było przeszło dwudziestu parów wraz z małżonkami w długich piórach, brylantach i olbrzymich krynolinach. Miał również przybyć wicekról Irlandii — a w owych czasach wicekról, który otwierał parlament i nosił wszystkie insygnia swej władzy, był o wiele większą osobistością niż sam monarcha w naszym demokratycznym stuleciu.
Kapitan Cluffe udał się w lektyce do mieszkania Puddocka, aby pożyczyć od niego paru pięknych klamer. Puddok posiadał dwie pary, a Cluffe sądził, że jego własne klamerki nie odzyskały jeszcze całkowicie dobrego wyglądu po owej diabelnej kąpieli w pamiętną noc serenady. Szarmancki kapitan dowiedziawszy się, że Puddock i Deve-reux mieli zamiar pójść pieszo — krok jedynie dzielił ich od dziedzińca koszar — i widząc, że Puddock nie znajdzie natychmiast owych klamer, nie chciał zatrzymywać dłużej lektyki, wiedział bowiem, że zwłoka podwyższy opłatę za przejazd, a nie lubił wydawać pieniędzy.
— Hej! Idziecie pieszo? Podoba mi się ten pomysł — krzyknął wesoły kapitan, posyłając pół korony ”dwunożnym kucykom”, jak ich żartobliwie nazywano. — Wolę iść z wami, niż wlec się sam w lektyce, moi mili.
Większość dziarskich młodych ludzi w przeddzień wielkiego balu miała ręce pełne roboty. Zawsze istnieje jakaś jedna, szczególnie jasna gwiazda, u stóp której składają swe hołdy nawet ci, którzy podziwiają w zwierciadle własne piękne rysy.
Piękne klamerki u bucików Puddocka lśniły dla Gertrudy Chattesworth, gdy odwracał się w jej stronę. To dla niej jego fular otrzymał ostatnie, niedbałe dotknięcie dłoni — dla niej wstrząśnięte koronkowe mankiety opadły wytwornie na jego pulchne dłonie. Dla niej brylantowy pierścień skrzył się jak gorejąca gwiazda na białym małym palcu Puddocka, dla niej raz jeszcze przed wyjściem spryskał perfumami chusteczkę do nosa i rzucił ostatnie spojrze-
www.archangelica.pl


