Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 24
wami, lecz nie sercem. Biedna mała Lily! Miała nadzieję, że całe zło, które w nim tkwiło, zostanie pewnego dnia naprawione. Był wciąż jeszcze jej bohaterem — i, och! miała nadzieję, że dochowa jej wierności. I tak miłość Lily, choć ona sama zaledwie zdawała sobie z tego sprawę, żyła tą nadzieją, najbardziej szaloną z wszystkich szalonych nadziei, czekającą na przeobrażenie się rozpustnika.
— Lecz, kochana panienko Lily, czyż panienka nie wie, biednemu panu pękłoby serce, gdyby dowiedział się, że panienka zrobiła tak szaloną rzecz, aby wyjść wbrew zakazom lekarzy o tej nocnej godzinie i pójść tam, gdzie jest tak gorąco, i znów wyjść na zimne przeciągi.
Mała Lily zawahała się.
— To tylko krok, Sally; doprawdy myślisz, że to by go zagniewało?
— Zagniewało, kochanie? Nie, lecz złamałoby mu serce. Przecież ojciec nigdy nie omieszka o ciebie zapytać... i och! Ty tylko żartujesz, moje kochanie, nic ponadto.
— Nie, Sally, kochana moja, ja mówiłam poważnie — odparła smutno mała Lily — lecz widzę, że była to szalona myśl i lepiej pozostać w domu.
Po tych słowach zagrała w zadumie marsza o nieco wzniosłych tonach, aż wreszcie odezwała się:
— Sally, znasz to?
Łagodna twarz Sally przybrała zamyślony wyraz.
— Oczywiście, panienko Lily, to jest melodia... czyż nie?... którą gra Artyleria, gdy maszeruje do parku?
Lily kiwnęła głową i uśmiechnęła się, a tony marsza brzmiały dalej, wywołując przed oczyma obrazy jak ze snu. Gdy mała Lily była dzieckiem, dni parad wojskowych były wielkimi wydarzeniami. Wydawano wówcz”as olbrzymie sumy na puder do włosów i proch strzelniczy. Generał Chattesworth — w galowym mundurze, koronkowych mankietach i fularze, w piuropuszu i zakurzonych ailes de pigeon, z surową miną pełną godności, w którą przyoblekał się jak w całą resztę swego paradnego munduru — siedział za lśniącymi radośnie armatami na swym bułanym rumaku zwanym Bombardierem, zaledwie widoczny wśród dymu jak w chmurze spowijającej półboga na alegorycznym obrazie.