Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 21
ołówka. Rany są tak głębokie, że można włożyć w nie palec. Niech pan spyta Ironsa, który zmienia mu opatrunki podczas niej nieobecności.
— Wolę raczej spytać pana, sir — odparł równie wyniośle Dangerfield.
— A więc nie można zastosować trepanacji, powierzchnia jest zbyt rozległa i krucha, on nie wytrzymałby tego, zabiłoby go to po prostu na miejscu. Czyż pan tego nie pojmuje? A nie ma innego sposobu, by mu pomóc.
Generał Chattesworth jeszcze nie wrócił. W drodze powrotnej do domu zboczył nieco, by odwiedzić modne źródła w Buxton z zamiarem spędzenia tam trzech dni dla uzupełnienia wzmacniającej kuracji przed zimą. Lecz sadzawka Siloam nie okazała się korzystna dla zdrowia krzepkiego generała, który po drugim zanurzeniu dostał ostrego ataku podagry w wielkim palcu lewej nogi, skąd choroba jak zaklęta poczęła rozchodzić się dalej, unieruchamiając generała na trzy tygodnie.
Pod koniec tego okresu nadszedł dzień dorocznego balu wydawanego przez oficerów Irlandzkiej Artylerii Królewskiej. Było to wielkie wydarzenie w miasteczku. Biednej pani Sturk czuwającej przy swym szlachetnym Barneyu wydawało się to oczywiście zdumiewającą niewrażliwością na cudze nieszczęścia i zniewagą. Lecz świat musiał kierować się instynktem i iść za powołaniem, pilnować swych spraw, a również bawić się, choć szlachetny Barney leżał umierający.
Ciotka Becky i Gertruda przyjechały do domu proboszcza ”Pod Wiązami”, pięknie wystrojone, z dwoma lokajami w koronkach, niosącymi pochodnie, i wstąpiły w drodze na bal do małej Lily, by pokazać jej swoje suknie, które były oczywiście śliczne, i by obiecać jej, że przyjdą następnego dnia i opowiedzą jej wszystkie nowiny, albowiem Lily, jak już wspomniałem, była chora, i bale ani żadne pląsy nie były już dla niej.
Mała Lily uśmiechnęła się promiennym, dziewczęcym uśmiechem i zarzuciła ciotce Becky ręce na szyję.
— Kochana, dobra ciociu Becky, jakie to miłe i do cioci podobne, że ciocia przyjechała, ciocia i Gertie. Och, bliźniaczki! Jaka wspaniała z was para, damy! — przy tych słowach zrobiła mały dyg jak to czynią wieśniaczki, całkiem