Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 19
jednocześnie ciotce należny szacunek. Ciotka Rebeka zaś słuchała wówczas bardzo uważnie, a później kręcąc głową mawiała:
— Jest pan zbyt dobroduszny, kapitanie; on nigdy nie podziękuje panu za ten trud, nigdy — ja to panu mówią.
Cóż, Cluffe wiedział, że siły wyższe sprzyjały Dangerfieldowi; i że poza tym niedorzecznym uczuciem, żeby nie rzec namiętnością, która musiała ciotkę Rebekę drażnić, współudział Puddocka w niedoszłych działaniach wojennych między biednym Nutterem a dzielnym O'Flahertym napełniał goryczą serce ciotki Becky. Zwykle łatwo ją było ułagodzić i uzyskać jej przebaczenie, lecz w tym, przypadku niechęć jej wydawała się głęboko zakorzeniona i ciotka mawiała, pełna mściwych uczuć:
— Nie mówmy już o nim więcej. Łatwo znaleźć przyjemniejszy przedmiot rozmowy. Nie może pan zaprzeczyć, kapitanie, że wykazał niegodziwą obłudę udając przede mną, że jest wrogiem pojedynków, i występując jako sekundant przy pierwszej lepszej sposobności, jaka się nadarzyła.
Cluffe wstawiał się u ciotki Rebeki za Puddockiem i prosił, dobierając z trudem słowa, by mu wybaczyła; nie żeby miał rzewnie płakać, gdyby Puddock został powieszony, lecz zapewne głównie dlatego, że będąc człowiekiem o wrodzonej wesołości i dobrych manierach i nie odznaczając się bystrością umysłu, wolał mieć gotowy temat rozmowy, obojętnie jaki, który by ukazał go w dobrym świetle jako wspaniałomyślnego orędownika w oczach tej, która była przedmiotem jego wielkiej, choć ostrożnej namiętności. Cluffe dziwił się w duchu cierpliwości, z jaką ciotka Becky go wysłuchiwała, zdawał sobie bowiem sprawę, że rozmowa na ów temat stawała się dość nudna i że on sam powtarza to samo za każdym razem. Nie chodziło jednak o rozmowę, lecz o rozmówcę; zadowolony był też stwierdzając, że choć narażał się przy tym, mógł jako człowiek wspaniałomyślny pomóc Puddockowi w odzyskaniu łask ciotki Rebeki.