Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 18
łóżmy, doszło do szarpaniny między Nutterem a Sturkiem... no i stało się, wiecie... Sturk stracił przewagę i właściwie był już załatwiony, no, cóż, znacie ten rodzaj trwogi... i... i... strach... rozumiecie... biedaczysko, będąc w takim położeniu, zdolny byłby do... a w dodatku ta stara jątrząca się waśń między nimi... wiecie, o co mi chodzi? A przy jego chimerach i majakach od dawna był już przygnębiony i to wystarczyło dla człowieka pokroju Nuttera, by powziąć postanowienie skończenia z sobą; oto, jak się rzeczy miały, możecie na to śmiało przysiąc!
— A cóż pan, panie Dangerfield, o tym sądzi? — spytał major.
— Na mą głowę — żwawo odparł Dangerfield, opuszczając z szelestem gazetę na kolana — to są sprawy, do których nie lubię się mieszać. Zapewne został do tego doprowadzony, jak przypadkowo się dowiedziałem; nie chodziło też o żadną sprawę sercową, to wiem także. Lecz całkowicie zgadzam się z doktorem Toole'em. Jeśli Nutter to uczynił, ośmielę się stwierdzić, że musiało dojść do otwartej walki. Przypuśćmy, że najpierw była sprzeczka, potem szybki cios — Sturk miał laskę, i to diabelnie ciężką — nie był on człowiekiem, który dałby się powalić, nie wiedząc za co; kiedy więc znajdą Nuttera żywego lub martwego, twierdzę, że znajdą ślady laski na jego ciele.
Cluffe pragnął, by piekło pochłonęło całe towarzystwo z
  wyjątkiem jego samego; właśnie odgrywał się na Puddocku; przegrał już jedną rozgrywkę i stracił dwa rzuty. Mały Puddock wygrał dzięki ”silnej kości”. Nie był zbyt dobrym graczem, sam zaś widok Dangerfielda — owego odpychającego człowieka nieprzeniknionego i nadzianego pieniędzmi, który, niczym deszczowa chmura, zaciemniał mu widnokrąg, wówczas gdy szczęście zdawało się doń uśmiechać i rozsłoneczniać całe niebo — (kierował niezmiennie jego myśli ku Belmont i ku pani jego serca.
Jeśli uwaga Cluffe'a kierowała się w tę samą stronę, marzenia jego były raczej przyziemne. Sam wiedział, co sądzić o postępach, jakie poczynił w swych staraniach o ciotkę Rebekę, która polubiła rozmowy z nim. Wiele, choć zawsze zgryźliwie, rozprawiała z nim o Puddocku. Cluffe, który miał się za opiekuna Puddocka, zawsze, trzeba mu oddać sprawiedliwość, bronił go zawzięcie okazując