Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 15
skującej wysokim, jasnym płomieniem, już to zapadającej w ciemne, beznadziejne głębie.
Istotnie nie był tak towarzyski, jak za szczęśliwych czasów, a nieraz wręcz diablo posępny i zgryźliwy — albowiem — jak się domyślacie, nie wiodło mu się ostatnio. Mimo to od czasu do czasu bywał dawnym sobą.
Przechodząc Toole spostrzegł go w oknie. Devereux uśmiechnął się i skinął głową, a doktor przystanął przy sztachetach, odwzajemnił mu się szerokim uśmiechem i wyciągnął ręce gestem wyrażającym zdziwienie, później zaś strzelił palcami i wykonał imały podskok, jakby chciał powiedzieć: ”Skoro tu znów jesteś, będziemy się bawić i miło razem spędzać czas”. I począł wykrzykiwać zapytania i pozdrowienia.
Lecz Devereux wezwał doktora rozkazującym tonem, gdyż chciał usłyszeć nowiny, a zwłaszcza spragniony był wieści o Walsinghamach. Toole wszedł na górę, wymienili mocny uścisk ręki, po czym tamy przerwały się i potok wymowy doktora popłynął obficie.
Devereux wiedział już o tragedii Sturka i zniknięciu Nuttera, a obecnie posłyszał niektóre z klubowych plotek i wyczerpujące nowiny o oświadczynach Dangerfielda o rękę Gertrudy Chattesworth: jak to staruszkowie mu sprzyjali, natomiast młoda dama była niechętna; jak Dangerfield zadowolił się pozostawieniem tej sprawy w zawieszeniu i wydawał się nie dbać ani za grosz o to, co mówiono i sądzono o nim w mieście. Później począł rozprawiać o Walsinghamach i wtedy Devereux po raz pierwszy słuchał doktora z uwagą. Proboszcz miewał się doskonale, jak zwykle; dziwił się, co też mogło przydarzyć się jego dobremu druhowi Danowi Loftusowi, o którym słuch zaginął od kilku miesięcy; panna Lily nie czuła się najlepiej, wrażliwość tutaj (poklepał się po szerokiej klatce piersiowej), jak u jej biednej matki.
— Pell i ja naradziliśmy się i zgodnie postanowiliśmy, że nie powinna wychodzić z domu. — Toole miał pewne podejrzenia co do istoty stosunków między Devereux a Lily, mówił więc dalej, chcąc jedynie znaleźć potwierdzenie swych domysłów w wyrazie twarzy i zachowania De-vereux. — Pomyśl tylko... ta okropna dziewucha Nan... no, wiesz... Nan Glynn! — Po czym opowiedział o jej i jej
Istotnie nie był tak towarzyski, jak za szczęśliwych czasów, a nieraz wręcz diablo posępny i zgryźliwy — albowiem — jak się domyślacie, nie wiodło mu się ostatnio. Mimo to od czasu do czasu bywał dawnym sobą.
Przechodząc Toole spostrzegł go w oknie. Devereux uśmiechnął się i skinął głową, a doktor przystanął przy sztachetach, odwzajemnił mu się szerokim uśmiechem i wyciągnął ręce gestem wyrażającym zdziwienie, później zaś strzelił palcami i wykonał imały podskok, jakby chciał powiedzieć: ”Skoro tu znów jesteś, będziemy się bawić i miło razem spędzać czas”. I począł wykrzykiwać zapytania i pozdrowienia.
Lecz Devereux wezwał doktora rozkazującym tonem, gdyż chciał usłyszeć nowiny, a zwłaszcza spragniony był wieści o Walsinghamach. Toole wszedł na górę, wymienili mocny uścisk ręki, po czym tamy przerwały się i potok wymowy doktora popłynął obficie.
Devereux wiedział już o tragedii Sturka i zniknięciu Nuttera, a obecnie posłyszał niektóre z klubowych plotek i wyczerpujące nowiny o oświadczynach Dangerfielda o rękę Gertrudy Chattesworth: jak to staruszkowie mu sprzyjali, natomiast młoda dama była niechętna; jak Dangerfield zadowolił się pozostawieniem tej sprawy w zawieszeniu i wydawał się nie dbać ani za grosz o to, co mówiono i sądzono o nim w mieście. Później począł rozprawiać o Walsinghamach i wtedy Devereux po raz pierwszy słuchał doktora z uwagą. Proboszcz miewał się doskonale, jak zwykle; dziwił się, co też mogło przydarzyć się jego dobremu druhowi Danowi Loftusowi, o którym słuch zaginął od kilku miesięcy; panna Lily nie czuła się najlepiej, wrażliwość tutaj (poklepał się po szerokiej klatce piersiowej), jak u jej biednej matki.
— Pell i ja naradziliśmy się i zgodnie postanowiliśmy, że nie powinna wychodzić z domu. — Toole miał pewne podejrzenia co do istoty stosunków między Devereux a Lily, mówił więc dalej, chcąc jedynie znaleźć potwierdzenie swych domysłów w wyrazie twarzy i zachowania De-vereux. — Pomyśl tylko... ta okropna dziewucha Nan... no, wiesz... Nan Glynn! — Po czym opowiedział o jej i jej
www.archangelica.pl


