Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 13
rozstajnych dróg i pogłosek, wszystko tonęło w ogromie domysłów lub pochłonięte było przez miejski zajazd, prawdziwie ludzkie trzęsawisko, gdzie niczego nie można było usłyszeć ani otrzymać rozstawnych koni przed godziną dziewiątą następnego ranka.
Gdy Toole w drodze powrotnej do domu wynurzył się z Zaułku Martina na stosunkowo szeroką ulicę Chapelizod, z ciekawością spojrzał w górę ku oknom sypialni Sturka. Nie było w nich żadnych białych oznak śmierci. Przekroczył więc próg domu, by złożyć wizytę — powodowany ciekawością, muszę przyznać — i przyjrzał się chrapiącemu obrazowi swego dawnego wroga, jego obandażowanej głowie pogrążonej w zaczarowanym śnie bez marzeń, która z takim zapamiętaniem knuła intrygi przeciw jego praktyce lekarskiej i przeciw Nutterowi jako zarządcy majątków.
Gdy Toole zbadał rannemu tętno i ujrzał, jak ów przełknął łyżkę rosołu z kurczaka, i gdy udzielił wymijających, choć uprzejmych i ostrożnych odpowiedzi na niespokojne, wypowiadane drżącym głosem, błagalne prośby biednej pani Sturk o uratowanie życia mężowi — doszedł do słusznego wniosku, że leżący tu człowiek był już więcej niż jedną nogą w krainie duchów, a czarownik, który spotkał go w Butcher's Wood i różdżką swą wyrył dwie równoległe bruzdy w jego czaszce, nie tylko wypędził zeń na zawsze niespokojnego ducha intryg, lecz również zamknął księgę jego żywota.
Doprawdy, nie miał on już nigdy za życia opuścić swego łoża, a po niewielu dniach jego małe dzieci miały zostać przyprowadzone przez miłe, lubujące się w grozie służące, by spojrzeć po raz ostatni na ”biednego pana” i złożyć straszliwy pocałunek na jego zimnych, surowych wargach, nim zaśrubowane zostanie wieko trumny i obraz biało odzianego ojca zniknie im na zawsze z oczu.