Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 10
pana? — odparła wystraszona, sama nie wiedząc czemu, jak się często zdarza ludziom jej stanu.
— Czy zauważyłaś to? — i wskazał na poprzeczną linię przecinającą obcas na ukos — Czy znasz to?
Kobieta potwierdziła.
— Kto robił lub naprawiał te buty?
— Bill Heaney, szewc, tam na dole, w Zaułku Martina... on je zrobił i naprawiał również, sir.
W ten sposób sędzia doszedł do przekonania, że ślad stopy całkowicie odpowiada wykrojowi z papieru. Służąca mogła także z całą pewnością stwierdzić, że były to buty, które pan jej miał na nogach w piątek wieczorem — istotnie, wszystkie inne pary, jakie posiadał, znajdowały się na stojaku w przedpokoju. Lowe wszedł do domu, wziął pióro i atrament i dalej rozpytywał służącą robiąc krótkie zapiski. W tej samej chwili do drzwi salonu zapukała inna służebna z wiadomością, że pani prosi Toole'a.
Lowe ponaglał go do wyjścia; Toole odniósł wrażenie, że sędzia podejrzewa go o dawanie znaków świadkowi, i opuszczając pokój poczuł się nieswojo. U stóp schodów rzekł jednak do kobiety:
— Trzeba było tam wejść... ta głupia Lynn robi, co może, by powiesili waszego pana, na Jowisza!
Kobieta krzyknęła: ”Och, Boże, miej nas w swej opiece!” ”
Toole, oszołomiony i podniecony, wszedł szybko po ciemnych schodach
z ręką na ciężkiej poręczy i skręcił za niewielkim narożnikiem w korytarzu, kierując się ku drzwiom pokoju pani Nutter.
— Och, pani, wszystko będzie dobrze, z pewnością — rzekł Toole zmieszany w odpowiedzi na gwałtowne, błędne, błagalne spojrzenie biednej pani Nutter.
— Czyż doprawdy myśli pan, że tak będzie? Och, doktorze, doktorze, tak pan myśli? Tych kilka ostatnich nocy i dni... ile ich było?... Och, moja biedna głowa... zdaje mi się, jakby już miesiąc upłynął od chwili jego zniknięcia. Jak pan myśli, gdzie on jest? Czy sądzi pan, że to interesy?
— Z pewnością interesy, proszę pani.
— I... i... och, doktorze!... Pan istotnie sądzi, że on jest bezpieczny?