Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 1
Joshep Sheridan Le Fanu
DOM PRZY CMENTARZU
Tom II
DOM PRZY CMENTARZU
Tom II
ROZDZIAŁ LV
W KTÓRYM DOKTOR TOOLE W PEŁNYM STROJU LEKARSKIM STAJE PRZY KOMINKU W KLUBIE, ZWRÓCONY PLECAMI DO OGNIA, I DAJE WYJAŚNIENIA TOWARZYSTWU
W dwie lub trzy minuty później drzwi wejściowe domu Sturka otworzyły się szeroko i ukazała się w nich postać słynnego doktora z Dublina, oświetlona z tyłu blaskiem świecy, a z przodu pochodnią; lekarz szybko zbiegł ze schodów i znikł we wnętrzu karety, której drzwiczki zatrzasnęły się z łoskotem. Lokaj podskoczył i zatoczył pochodnią ogniste koło nad głową. Dziewczyna służebna stała na stopniach schodów, dłonią osłaniając płomień świecy. — ”Głowa Turka”, ulica Werburgh — krzyknął lokaj; stangret trzasnął z bata i kareta potoczyła się ze szczękiem i turkotem.
— To starszy Blunkett jest umierający — powiedział major, wyjaśniając słowa lokaja. Pojazd odjechał dudniąc kołami i pozostawiając za sobą smugę iskier, jak gdyby szalony myśliwy wyposażył go w rączy i upiorny zaprzęg.
— Ma za to dziesięć gwinei w kieszeni — jedną gwineę za każdą minutę, na Jowisza, nie mniej. Szybko zarabia — powiedział major myśląc jednocześnie, że powinien nabić ponownie fajkę, która mu się właśnie wypaliła — będziemy mieli tu zaraz Toole'a, możecie być pewni.
Zaledwie to wyrzekł, Toole ukazał się w drzwiach wejściowych domu Sturka w świetlistym kręgu świecy. Z jedną nogą na stopniu schodów, doktor udzielił ostatnich przed odejściem wskazówek, dotyczących rosołu z kurczaka i polewki z białego wina.
Ostatnie polecenia doktora wydawane na progu miały może na celu przekonanie ludzi o tym, że wizyta jego miała charakter zawodowy. Udzielanie owych pouczeń cichym głosem ze straszliwie poważną miną tak dalece weszło mu w krew, że czynił to nawet wówczas, gdy wokół panowały ciemności i brak było szerszego grona widzów.
W KTÓRYM DOKTOR TOOLE W PEŁNYM STROJU LEKARSKIM STAJE PRZY KOMINKU W KLUBIE, ZWRÓCONY PLECAMI DO OGNIA, I DAJE WYJAŚNIENIA TOWARZYSTWU
W dwie lub trzy minuty później drzwi wejściowe domu Sturka otworzyły się szeroko i ukazała się w nich postać słynnego doktora z Dublina, oświetlona z tyłu blaskiem świecy, a z przodu pochodnią; lekarz szybko zbiegł ze schodów i znikł we wnętrzu karety, której drzwiczki zatrzasnęły się z łoskotem. Lokaj podskoczył i zatoczył pochodnią ogniste koło nad głową. Dziewczyna służebna stała na stopniach schodów, dłonią osłaniając płomień świecy. — ”Głowa Turka”, ulica Werburgh — krzyknął lokaj; stangret trzasnął z bata i kareta potoczyła się ze szczękiem i turkotem.
— To starszy Blunkett jest umierający — powiedział major, wyjaśniając słowa lokaja. Pojazd odjechał dudniąc kołami i pozostawiając za sobą smugę iskier, jak gdyby szalony myśliwy wyposażył go w rączy i upiorny zaprzęg.
— Ma za to dziesięć gwinei w kieszeni — jedną gwineę za każdą minutę, na Jowisza, nie mniej. Szybko zarabia — powiedział major myśląc jednocześnie, że powinien nabić ponownie fajkę, która mu się właśnie wypaliła — będziemy mieli tu zaraz Toole'a, możecie być pewni.
Zaledwie to wyrzekł, Toole ukazał się w drzwiach wejściowych domu Sturka w świetlistym kręgu świecy. Z jedną nogą na stopniu schodów, doktor udzielił ostatnich przed odejściem wskazówek, dotyczących rosołu z kurczaka i polewki z białego wina.
Ostatnie polecenia doktora wydawane na progu miały może na celu przekonanie ludzi o tym, że wizyta jego miała charakter zawodowy. Udzielanie owych pouczeń cichym głosem ze straszliwie poważną miną tak dalece weszło mu w krew, że czynił to nawet wówczas, gdy wokół panowały ciemności i brak było szerszego grona widzów.
www.archangelica.pl


