Dom przy cmentarzu, T.II cz. 1 (Le Fanu Joseph Sheridan)
(strona 1)
" Joshep Sheridan Le Fanu DOM PRZY CMENTARZU Tom II ROZDZIAŁ LV W KTÓRYM DOKTOR TOOLE W PEŁNYM STROJU LEKARSKIM STAJE PRZY KOMINKU W KLUBIE, ZWRÓCONY PLECAMI DO OGNIA, I DAJE WYJAŚNIENIA TOWARZYSTWU W dwie lub trzy..."
(strona 2) " Następnie ujrzano, jak Toole zbliża się do ”Feniksa” w pełnej gali z laską pod pachą. Z ufryzowaną peruką na głowie wyglądał zawsze dostojnie jak prawdziwy eskulap, a ponadto zachowywał się z godnością. Po każdej naradzie..."
(strona 3) " — Jak się miewa pański pacjent, doktorze? — spytał major O'Neill. Doktor przymknął oczy i pokiwał z wolna głową, lekko wzruszając ramionami. — Jego stan jest bardzo ciężki, majorze. Niewiele jest tu do powiedzenia, ale tego..."
(strona 4) " Cóż to ma za znaczenie? Czyż już teraz nie jest właściwie tylko trupem? Nie będzie już nigdy mógł słyszeć, widzieć, mówić ani myśleć i nie sprawiłoby to różnicy biednemu Sturkowi, gdyby nawet już dziś wieczór ułożyli..."
(strona 5) " ROZDZIAŁ LVI PROBOSZCZ WALSINGHAM I CHRZEŚCIJANIE Z CHAPELIZOD ZBIERAJĄ SIĘ NA GŁOS ŚWIĘTEGO DZWONU, A WAMPIR SIEDZI W KOŚCIELE Następnego dnia dzwon niedzielny z pokrytej bluszczem dzwonnicy w Chapelizod wezwał wszystkich wiernych..."
(strona 6) " dzeniem wywoływał pioruny i błyskawice, a Lucius Piso, którego Pliniusz nazywa wielce czcigodnym autorem, twierdzi, że tego samego dokonywał często w bardziej odległych czasach król Numa Pompiliusz, nie będzie to z pewnością poczytane..."
(strona 7) " ciusa, syna Madana, czwartego króla Anglii — zwanej wówczas Brytanią od imienia Brutusa, który zamordował swego brata Manliusa — i zważcie to, w dwadzieścia lat później został pożarty przez dzikie bestie; i inną jeszcze historię..."
(strona 8) " ROZDZIAŁ LVII W KTÓRYM DOKTOR TOOLE I PAN LOWE ODWIEDZAJĄ DOM ”POD MŁYNEM” I SPOSTRZEGAJĄ TAM COS GODNEGO UWAGI Po nabożeństwie doktor Toole udał się do domu ”Pod Młynem”, aby złożyć popołudniową wizytę biednej małej..."
(strona 9) " Tak rozmawiając doszli do domu ”Pod Młynem” nad rzeką, w pobliżu Knockmaroon. Gdy Lowe dowiedział się, że Toole ma zamiar złożyć tam wizytę, oddał wodze małemu obdartusowi z Chapelizod, zsiadł z konia i poszedł razem z..."
(strona 10) " pana? — odparła wystraszona, sama nie wiedząc czemu, jak się często zdarza ludziom jej stanu. — Czy zauważyłaś to? — i wskazał na poprzeczną linię przecinającą obcas na ukos — Czy znasz to? Kobieta potwierdziła. — Kto..."
(strona 11) " — Z pewnością, proszę pani. Cóż może mu dolegać? Toole przewracał w starych fiolkach z lekami stojących na kominku, wciąż obracając etykietki, lecz bynajmniej o nich nie myśląc ani ich nie widząc, a jedynie mrucząc czasem do..."
(strona 12) " Wszakże, przypuśćmy nawet, iż zadał on owe potężne ciosy w głowę Sturkowi, nie znaczyło to jeszcze, że uczynił to z zimną krwią, nie będąc do tego zmuszonym. Niemniej jednak, wszystko to razem wyglądało niezbyt obiecująco, do..."
(strona 13) " rozstajnych dróg i pogłosek, wszystko tonęło w ogromie domysłów lub pochłonięte było przez miejski zajazd, prawdziwie ludzkie trzęsawisko, gdzie niczego nie można było usłyszeć ani otrzymać rozstawnych koni przed godziną..."
(strona 14) " ROZDZIAŁ LVIII JEDNA ZE ZBŁĄKANYCH OWIECZEK POWRACA DO DOMU I WYSNUWA SIĘ ROZMAITE PRZYPUSZCZENIA DOTYCZĄCE CHARLESA NUTTERA I PORUCZNIKA PUDDOCKA I właśnie w ów poniedziałkowy poranek pośród wrzawy wywołanej snuciem domysłów..."
(strona 15) " skującej wysokim, jasnym płomieniem, już to zapadającej w ciemne, beznadziejne głębie. Istotnie nie był tak towarzyski, jak za szczęśliwych czasów, a nieraz wręcz diablo posępny i zgryźliwy — albowiem — jak się domyślacie, nie..."
(strona 16) " matki odwiedzinach u panny Lily, a następnie u samego proboszcza — całość, trzeba przyznać, zgodna była z prawdą. Początkowo Devereux pobladł tak, że Toole przeraził się, później wpadł w dziki szał. Wyrzucał z siebie potoki..."
(strona 17) " — Znajduje się on w sianie głębokiego letargu — rzekł zacny sługa Boży. — Jego życie jest powolnym zanikaniem, wyciska z niego jak płyn w klepsydrze: z każdą godziną coraz mniej pozostaje w nim życia i wkrótce czas jego..."
(strona 18) " łóżmy, doszło do szarpaniny między Nutterem a Sturkiem... no i stało się, wiecie... Sturk stracił przewagę i właściwie był już załatwiony, no, cóż, znacie ten rodzaj trwogi... i... i... strach... rozumiecie... biedaczysko, będąc..."
(strona 19) " jednocześnie ciotce należny szacunek. Ciotka Rebeka zaś słuchała wówczas bardzo uważnie, a później kręcąc głową mawiała: — Jest pan zbyt dobroduszny, kapitanie; on nigdy nie podziękuje panu za ten trud, nigdy — ja to panu..."
(strona 20) " ROZDZIAŁ LIX JAK PRZED DOM ”POD WIĄZAMI” ZAJECHAŁA KARETA I JAK WYSIADŁY Z NIEJ DWIE PIĘKNE DAMY W BALOWYCH STROJACH Minęły już przeszło dwa tygodnie od nieszczęśliwego wypadku Sturka w Butcher's Wood, a on wciąż żył,..."
(strona 21) " ołówka. Rany są tak głębokie, że można włożyć w nie palec. Niech pan spyta Ironsa, który zmienia mu opatrunki podczas niej nieobecności. — Wolę raczej spytać pana, sir — odparł równie wyniośle Dangerfield. — A więc nie..."
(strona 22) " jak Nell w farsie. — Nigdy przedtem tego nie widziałam — podeszła, by przyjrzeć się z bliska naszyjnikowi Gertrudy. — Ciociu Becky, jaka piękna koronka! Czyż ciocia nie wygląda ślicznie, Gertie? Nigdy jeszcze nie widziałam jej aż..."
(strona 23) " nęła w głąb pokoju z nikłym uśmiechem na ustach i łzami w oczach. Usiadła przy klawikordzie i wciąż zarumieniona zagrała taniec ludowy, a po tym wesołą staroirlandzką melodię, figlarną i pełną życia. Na te niezwyczajne..."
(strona 24) " wami, lecz nie sercem. Biedna mała Lily! Miała nadzieję, że całe zło, które w nim tkwiło, zostanie pewnego dnia naprawione. Był wciąż jeszcze jej bohaterem — i, och! miała nadzieję, że dochowa jej wierności. I tak miłość Lily,..."
(strona 25) " Muzyka, akord po akordzie, sprawiała, że smutne oczy małej Lily znów ujrzały to całe ruchome widowisko, niewidzialne dla zamglonych starych oczu Sally. Mała Lily cofnęła się we wspomnieniach do dni swego dzieciństwa. Stała na zalanej..."
(strona 26) " Rozdział LX W KTÓRYM JEST MOWA O KRYNOLINACH, PIÓRACH, BRYLANTACH, DANDYSACH I SKRZYPKACH Ów bal Irlandzkiej Artylerii Królewskiej był wielkim i wspaniałym wydarzeniem. Tegoż dnia rano przyjechał generał Chattesworth, w samą porę..."
(strona 27) " nie w lustro. Cały wysiłek włożony w ową wyszukaną toaletę, wszystkie owe uroczyste przygotowania i szczegóły — wszystko to było wyrazem uwielbienia i czci dla jego bogini, nabożeństwem, które celebrował. Cluffe podobnie stroił..."
(strona 28) " wistnych krawców zadręczających go długimi rachunkami i niedwuznacznymi pogróżkami. — Niechaj przyjaciele markiza Kildare'a błogosławieni będą krawieckim naparstkiem — zadeklamował wspaniały mistrz toastów. — Niechaj igła..."
(strona 29) " czerwonym blaskiem pochodni, weszli, żywiąc odmienne uczucia, do zatłoczonej już sali balowej. Devereux rozejrzał się, spoglądając na rozkołysane pęki piór, skrzące się brylanty głupawo uśmiechniętych podstarzałych dam, a także..."
(strona 30) " wał się z takim dziwnym przejęciem przypatrywać wirującemu kręgowi tancerzy, widział jedynie staromodny salon z pękami róż wokół okien i słyszał tylko słodki, głęboki głos, dla niego brzmiący jak anielska muzyka, jak daleka..."
(strona 31) " radnej karecie Chattesworthów; gdy drzwiczki zamknęły się, skinęła ręką swemu wiernemu rycerzowi, obdarzając go słabym uśmiechem; po czym zadrżała lekko i powiedziała: — Jaka zimna dziś noc; przypuszczam, że moja ciotka będzie..."
(strona 32) " ROZDZIAŁ LXI W KTÓRYM DUCHY DAWNEGO GRZECHU PRZYCHODZĄ NA UMÓWIONE SPOTKANIE Devereux otulony opończą wszedł do parku przez bramę Parsona, zamaszystym krokiem wspiął się na strome wzniesienie, po czym skierował ku bramie..."
(strona 33) " wie, panie Ryszardzie, dla pana uczynię wszystko, wszystko. Będę żebrać, rabować lub umrę dla pana, panie Ryszardzie. Cokolwiek rozkażesz, twoja biedna, szalona Nan uczyni. Wzruszyło to Devereux. Łzy spływały po wybladłych policzkach..."
(strona 34) " biedna dziewczyna z Palmerstown, która ongi była tak wesoła. — Czemu nie słuchasz mnie, dziecko? Tak nie można. Musisz mieć płaszcz i kapturek. Jest bardzo zimno, na Boga, Nan, nigdy nie będziesz cierpiała nędzy, jeśli będę miał..."
(strona 35) " Ryszardzie, pozwól mi jedynie pocałować twą rękę... och! Nie, nie, nie mów, żegnaj, odejdę... już odeszłam... lecz być może... przypuśćmy tylko, że zechce pan kiedyś ujrzeć znów swą biedną, szaloną Nam... tylko ją..."
(strona 36) " ROZDZIAŁ LXII O UROCZYSTYM POSTANOWIENIU, KTÓRE KAPITAN DEVEREUX PODJĄŁ, SKŁADAJĄC OFIARĘ BOGOM SWEGO DOMOWEGO OGNISKA Gdy Devereux wszedł do swego salonu i zapalił świece, pogrążony był w czarnym i gorzkim nastroju. Przez..."
(strona 37) " Więc obliczył z grubsza. ”Powiedzmy, że tyle... tu czy tam, to nie ma większego znaczenia. Nie utonę przecież w naparstku. Phi!! to za dużo. Cóż mam z tym uczynić? Niech do diabli porwą. Cóż, nic nie możemy na to poradzić... to..."
(strona 38) " — Czóż, nie sządżę, by mnie pan znał, Devereux — zaseplenił Puddock w zadumie — bycz może szę mylę, lecz sządżę, że mógłbym żgłębić tajniki duszy łajdaka, podobnie jak większość ludżi. — A jeśliby się to panu..."
(strona 39) " Tryumfujący nad piekłem! Lecz teraz Straciłeś wszystko: teraz cię opuszcza Dobry twój anioł! Czeluści piekielne Już się rozwarły, by pochłonąć ciebie . — Dość tego, to wszystko jedynie przeklęte, nadęta mowa —..."
(strona 40) " ny, mały znachor, nie pojmuje z tego ani słowa. Chciałbym być podobny do Puddocka. Biedaczysko! Po pewnym czasie Devereux wrócił na fotel przy kominku, po drodze wypił jeszcze jeden łyk owej wody z Lety i usiadł przy ogniu, nie..."
(strona 41) " ROZDZIAŁ LXIII W KTÓRYM POZWOLONO SOBIE UŻYĆ NAZWISKA PANA NUTTERA, A PAN DANGERFIELD STOI PRZED OŁTARZEM Biedna gani Nutter nadal pozostawała w stanie obłędnego i zmiennego cierpienia, nie wiedząc, co sądzić, a przede wszystkim..."
(strona 42) " zrobić z tego dobry rosół i wypić, a on przechowa jeszcze jedną utuczoną sztukę do powrotu samego Nuttera”. — A wówczas, kochanie, przyjdziecie do mnie oboje i spożyjecie wieczerzę ze starym ojcem Austinem; będzie to wspaniały..."
(strona 43) " Lecz ów tkwił tam istotnie: ”Charles Nutter, Esq., uprzednio z domu «Pod Młynem» w pobliżu Knockmaroon w hrabstwie dublińskim”; tu następował dokładny opis ubioru, jaki Nutter miał na sobie, wygląd, rysopis i wzrost. Biedna jego..."
(strona 44) " śniej i bardzo zapadła na płuca. Widzi pan, nie wiadomo, jaki obrót choroba przybierze, i martwię się, że ona tak słabuje — to najładniejsze stworzenie i najlepsza duszyczka; nie wyobrażam sobie, co uczyniłby biedny stary proboszcz,..."
(strona 45) " się u boku ołtarza. W oczach Ironsa zimny blask okularów Dangerfielda oraz jego zwrócone ku drzwiom kościoła białe, szydercze oblicze, którego nie zarumienił nigdy żaden wysiłek, wyglądały dziwnie w otoczeniu, gdzie Irons zwykł był..."
(strona 46) " Nie czekając odpowiedzi, szybkim krokiem wyszedł z kruchty i łypnął okiem na faliste, zielone kopczyki i kamienne nagrobki. W kościele nie zabawił nawet trzech minut, a teraz udał się na drugą stronę ulicy, do sklepu, i spytał..."
(strona 47) " ROZDZIAŁ LXIV OBRAZUJĄCY NOCNĄ SCENĘ, PODCZAS KTÓREJ PANNA GERTRUDA CHATTESWORTH UDZIELA ODPOWIEDZI POD NACISKIEM CIOTKI BECKY W pojęciu ciotki Becky zbliżał się już czas, by wyjaśnić dziwne stosunki panujące między rodziną w..."
(strona 48) " na podskoczyło lekko i zerknął na nią sponad złoconych okularów. — Nie mogę pojąć, bracie, co masz na myśli, czego pragniesz lub co zamierzasz osiągnąć tymi zalotami i całym tym wzdychaniem; jest to zaiste dziwny sposób..."
(strona 49) " strzygnięcie. Czemuż nie miałaby go chcieć? Co do mnie, sądzę, że nie jesteśmy o wiele lepsi niż zwykli oszuści. Mam zamiar jutro rano napisać do niego i zawiadomić biedaka, że oszukiwaliśmy go z rozmysłem w ciągu całego tego..."
(strona 50) " Natomiast panna Rebeka Chattesworth rozsunęła kotary i jak duch stanęła ze świecą w ręku, obleczona w nocną koszulę i luźno narzucony na nią różowo-zielony pikowany szlafrok. Była wysoka i jak zwykle wyprostowana, lecz wyglądała..."
(strona 51) " stworzenie? Och, kochana ciociu, cóż uczyniłam, by zasłużyć na tak okropne podejrzenie? Z ciemnego rumieńca na jej twarzy można było wywnioskować, że ciotka nie lubiła, gdy się z niej śmiano. — Coś ty uczyniła? — powtórzyła..."
(strona 52) " Chattesworthów (ulubiona forma powoływania się na rodzinę, używana przez ciotkę przy wszelkich poważnych okazjach). — Czy lubisz porucznika Puddocka? To z kolei rozdrażniło pannę Gertrudę, więc nagłym rumieńcem na policzkach oraz..."
(strona 53) " ROZDZIAŁ LXV OPOWIADAJĄCY O PEWNYCH WIEŚCIACH, KTÓRE DOTARŁY DO MIASTECZKA, ORAZ O ODWIEDZINACH PROBOSZCZA WALSINGHAMA U KAPITANA RYSZARDA DEVE-REUX W JEGO MIESZKANIU Całe miasteczko obiegły wieści, które wprawiły w ruch wszystkie..."
(strona 54) " — Och! Ha! Oczywiście, bardzo dobrze, sir. Proszę mi wybaczyć... i... i... właśnie skończył śniadanie... śpioch z niego, sir... cha! cha! Sługa waszej wielebności. Devereux zadziwiał ostatnio swego towarzysza Puddocka bardziej niż..."
(strona 55) " wzdłuż białej fasady domu w Belmont skłoniło proboszcza do odbycia tej krótkiej wizyty; tak więc wszedł teraz po schodach do mieszkania Devereux i stojąc na dywanie przed drzwiami, zapukał w nie ze smutnymi, poważnym wyrazem twarzy,..."
(strona 56) " ROZDZIAŁ LXVI O PEWNEJ NAWAŁNICY, KTÓRA ZERWAŁA SIĘ I WSTRZĄSNĘŁA ŁYŻKAMI I FILIŻANKAMI KAPITANA, I O NAGŁYM UCISZENIU SIĘ WICHURY — Bardzo się cieszę mogąc spędzić z panem kilka spokojnych chwil — rzekł proboszcz...."
(strona 57) " Tak więc i teraz proboszcz przeniósł wzrok na obrus, porcelanowa bowiem zastawa śniadaniowa i srebra Devereux znajdowały się jeszcze na stole; proboszcz ze smutną miną zgarnął palcem okruchy, które tam znalazł, najpierw w rządek,..."
(strona 58) " — Moje życie, kapitanie Devereux, zbliża się ku końcowi — podjął — i życzyłbym sobie widzieć ją u boku dobrego, czułego towarzysza, myślę bowiem, iż jest ona małym, wrażliwym kwiatkiem. Mała biedna Lily! Często przypomina..."
(strona 59) " — Nie podała przyczyny, lecz pan ją zna — wybuchnął Devereux. — Doprawdy, sir, nie znam tej przyczyny — odpowiedział proboszcz. — Ależ pan zna... musi pan znać... pan chciał powiedzieć... pan przynajmniej słyszał o mnie..."
(strona 60) " dostrzega pan tego, co się dzieje w tej wiosce każdego dnia na pańskich oczach. Nie jestem gorszy niż inni ani w połowie nie jestem tak niegodziwy jak pięćdziesięciu starszych niż ja mężczyzn, którzy powinni mieć lepsze rozeznanie...."
(strona 61) " Słyszał pan, że czasem piję, może o jedną szklaneczką zbyt wiele — a któż nie pije? Może pan sam pije, sir, pije więcej, lecz mniej jawnie niż ja, być może, i daje pan wiarę wszystkim przeklętym oszczerstwom, jakie zdoła..."
(strona 62) " ROZDZIAŁ LXVII W KTÓRYM PRZECHADZA SIĘ PEWIEN UDRĘCZONY DUCH Owego wieczoru pan Dangerfield przybył do klubu w dość dobrym nastroju; stracił go jednak, gdy poczęto rozmawiać o biednym Charlesie Nutterze. Dangerfield spoważniał..."
(strona 63) " po chwili jednak nie było już nic słychać prócz przytłumionych podmuchów wichury i miękkich uderzeń śniegu. Nasłuchiwała więc nadał, lecz daremnie. — To tylko złudzenie — rzekła Betty, odetchnąwszy głęboko i starając się..."
(strona 64) " wydała głośny krzyk i cisnęła lichtarzem w czarną postać, aż rozległ się głośny łoskot uderzenia o drzwi znajdujące się za nią, po czym wszystko pochłonęła nagła ciemność. Sama nie wiedząc jak, wpadła do sąsiedniej..."
(strona 65) " ROZDZIAŁ LXVIII JAK MIJA WIECZÓR ”POD WIĄZAMI”, O MAŁEJ WYCIECZCE DOKTORA TOOLE'A I JAK ROZPRAWIAJĄ DWA WYBRANE DUCHY, PODCZAS GDY HEBE WNOSI NEKTAR ”Pod Wiązami” owego wieczoru mała Lily zasiadła z dobrym starym proboszczem..."
(strona 66) " w więzieniu, skazany na karę śmierci za podłe i tchórzliwe morderstwo, połknął truciznę, kończąc tak swe występne życie straszną zbrodnią, która z natury swej jest nie do odkupienia. To wszystko, lecz aż nazbyt wiele, kochanie...."
(strona 67) " Nie wiem, czy to poranna wizyta proboszcza Walsinghama i nadzieja usłyszenia czegoś o niej sprawiła, że niespokojny Tom Toole owinąwszy się w pelerynę, udał się do mieszkania Devereux, brnąc przez burzę i śnieżycę. Dom, w którym..."
(strona 68) " kuję panu raz jeszcze — odparł Toole z miłym uśmiechem — lecz, jeśli pan jest skłonny odbyć tę podróż i nie może czekać, cóż, napijmy się choć razem przed rozstaniem. — Z rozkoszą, czego pan chce. Czy ma to być poncz? —..."
(strona 69) " jak kulkę za pomocą zgłębnika; byłby pan umarł ze śmiechu, a jednak wcale ta pigułka nie była zbyt duża. Na honor, zapewniam pana, że czarny chłopak pani Rebeki Chattesworth zaledwie wczoraj połknął kulę muszkietu dwa razy..."
(strona 70) " ROZDZIAŁ LXIX O NASTĘPNYM HURAGANIE SZALEJĄCYM W SALONIE KAPITANA DEVEREUX I O TYM, JAK PANI IRONS ZOSTAŁA NAPADNIĘTA W ŁÓŻKU I NIEMAL ZADUSZONA Zacna pani Irons ustawiała na stole porcelanowy dzban ze srebrną łyżką i dwa..."
(strona 71) " I ku przerażeniu Toole'a okno się otworzyło, a ohydny pęd wirującej burzy i śniegu wtargnął do pokoju. Świece zagasły, zasłony zatrzepotały wysoko w górze i uderzyły w sufit, drzwi trzasnęły z okropnym hałasem, papiery i kto wie,..."
(strona 72) " i szalejącej wichurze; gdy skręcił za róg domu, poczuł z żalem i gniewem zapach ponczu unoszący się z chodnika. W godzinę później Devereux, zostawszy sam, wezwał panią Irons i przyjął ją z grzeczną powagą: — Madame, czy..."
(strona 73) " — Dziękuję pani, madame; nic nie szkodzi. Życzę pani dobrej nocy, madame. — I zamknął drzwi. — Nie ma Biblii! — mruknął Devereux. — Stara wiedźma! Pani Irons, jak pamiętacie, nigdy nie szczędziła swego daru niepohamowanej,..."
(strona 74) " ło, uderzając pół tuzina razy głową małżonki o oparcie łóżka i pozostawiając ją w stanie jeszcze większego oszołomienia, niż miało to miejsce owego pamiętnego wieczoru, gdy po raz pierwszy wyznał jej miłość. Gdy tylko nieco..."
(strona 75) " ROZDZIAŁ LXX W KTÓRYM WIDZIMY NIEOCZEKIWANEGO GOŚCIA W CEDROWYM SALONIKU DOMU ”POD DACHÓWKĄ”, PODCZAS GDY HISTORIA PANA BEAUCLERCA I ”LILII BURBOŃSKIEJ” POCZYNA SIĘ WYJAŚNIAĆ Zaiste, straszliwa to była noc, gdy miały..."
(strona 76) " wyobraźni ujrzał swoją dziwną napowietrzną podróż w ciemności. Raz było to ujadanie psów piekielnych i przeciągły krzyk uciekającej przed nimi zjawy, to znów ryczący grzmot oceanu i głosy tysięcy rozbitków. Pod naporem..."
(strona 77) " dłoń i żwawo poczęła ścierać śnieg, jakby chcąc umożliwić komuś zajrzenie do środka. Tym razem ukazało się coś więcej niż kształt dłoni — ludzka twarz przysunęła się tuż do szyby — nie należała ona do Nuttera — o,..."
(strona 78) " nie przycichną (nie wódź nas na pokuszenie!), do Mullingar lub gdziekolwiek indziej. Nie chcę stać dłużej u wrót piekieł, w zasięgu długiego ramienia tego diabła! — Wejdź do salonu — powiedział Mervyn spostrzegając, że Irons..."
(strona 79) " Wiedział, co każdy myśli. Podejmował postanowienie w mgnieniu oka i uderzał jak piorun z jasnego nieba. Nie znał uczucia litości ni strachu, a jego spryt był tak wielki i niezawodny, że nie można go było na niczym przyłapać...."
(strona 80) " — A więc, sir, przyszedł pewien Żyd proponując zakłady, nie gentlemenom, sir, lecz różnym biedakom. Pan Archer wysłał mnie i Glascocka, aby go oskubać, jak się wyraził; powiedział nam, abyśmy postawili na Strawberry'ego, i tak..."
(strona 81) " ROZDZIAŁ LXXI W KTÓRYM PAN IRONS PRZECHODZI DO OPOWIADANIA O ZDARZENIACH NA WRZOSOWISKU W MERTON — A więc uczyniłem, jak mi kazał, i postawiłem przed nim szklankę rumu, lecz zamiast pić wyszedł za mną. ”Powiedziałem wam —..."
(strona 82) " co się stało, miałby zbyt niewyraźną minę; pozwól mu postawić buty w pokoju, a gdyby się dopytywał, powiesz, że pan Beauclerc obrócił się na drugi bok w łóżku coś mrucząc, jak to człowiek często czyni we śnie, pojmujesz, i..."
(strona 83) " że, nie dam panu zbyt długo czekać; lecz nie jest to błahostką dla człowieka powziąć postanowienie uczynienia kroku, który nie wiadomo dokąd może go zaprowadzić. Po chwili milczenia Irons podjął: — Otóż, sir, pan Archer usiadł..."
(strona 84) " w zamku; nie mógł jednak drzwi otworzyć, kopnął więc je silnie i drzwi ustąpiły. Weszliśmy razem z nim, pan Archer u boku pańskiego ojca uspokajając go, a ja, sam nie wiem jak, znalazłem się za jego plecami. Tymczasem jego lordowska..."
(strona 85) " jest lord Dunoran? Nie powinniśmy pozwolić mu odjechać”, i udał się za nim wraz z dwoma czy trzema innymi. Spotkali jego lordowską mość już w pelerynie i kapeluszu w przedpokoju, a wówczas pan Underwood stanął pomiędzy nim a..."
(strona 86) " mnie przy pompie w podwórzu obok stajni — to był bardzo mądry list, który ty i Glascock napisaliście do mnie do Londynu.” Odparłem więc, że słyszę o tym po raz pierwszy. ”Co! — rzekł do mnie — Chcesz powiedzieć, że nie..."
(strona 87) " ROZDZIAŁ LXXII W KTÓRYM CIEMNOŚĆ POCHŁANIA ZJAWĘ PANA IRONSA Wieczór był ciemny, księżyc niemal nie świecił, a pan Archer kazał nam skręcić z drogi na wrzosowisko; było ono ponure i obmierzłe, rozległe na cztery czy pięć..."
(strona 88) " ”Cóż, sir, wszystko było w liście” — odparł. ”Ach, Glascock — rzekł pan Archer — to był list z pogróżkami. Nie przypuszczałem, że mi się tak przysłużysz. Lecz musi biec ten, którego diabeł popędza!” — i znów..."
(strona 89) " uwagę... może nie za dużo” — stwierdził pan Archer. Mówiąc to wyjął prawą rękę z kieszeni i strzelił mu z pistoletu w samo serce. Glascock nie zdążył rzec słowa ani nawet nie jęknął. Drgnął tylko i runął jak..."
(strona 90) " nej przyczyny. Gdy doszliśmy znów do drogi, poszedłem gościńcem londyńskim, a on odwrócił się ku mnie plecami, i nie wiem, dokąd się udał, lecz miał niewątpliwie ściśle określone plany. Była to dla mnie paskudna wędrówka,..."
(strona 91) " wiekiem, a pan Dangerfield wie coś o nim? — krzyknął Mervyn. Irons nic nie odparł; siedział przy kominku milcząc kilka sekund niczym żywe uosobienie bezwładu. — Jeśli wymieni pan moje nazwisko lub wypaple choćby jedno słowo z tego,..."
(strona 92) " ROZDZIAŁ LXXIII O PEWNYM GENTLEMANIE Z CZARNĄ PRZEPASKĄ NA OKU, KTÓRY W TOWARZYSTWIE DAMY ZŁOŻYŁ KILKA WIZYT W CHAPELIZOD I OKOLICY Ranek, mimo że wiatr się nieco uspokoił, był ponury i posępny. Ku przerażeniu biednej pani..."
(strona 93) " Na te słowa pani Mac złożyła ręce w śmiertelnej udręce i rozpłakała się. Wyglądało na to, że M. M. straciła cierpliwość; w spojrzeniu jej czaiła się groźba i pod tym spojrzeniem biedna, łagodna pani Mac zadrżała. — To..."
(strona 94) " strasznych wieści o śmierci swego Charlie'ego i leżała teraz na łóżku zalewając łzami poduszkę. — Czy to jest posiadłość zwana ”Pod Młynem”, poprzednio zajmowana przez zmarłego Charlesa Nuttera... co? — spytał gentleman..."
(strona 2) " Następnie ujrzano, jak Toole zbliża się do ”Feniksa” w pełnej gali z laską pod pachą. Z ufryzowaną peruką na głowie wyglądał zawsze dostojnie jak prawdziwy eskulap, a ponadto zachowywał się z godnością. Po każdej naradzie..."
(strona 3) " — Jak się miewa pański pacjent, doktorze? — spytał major O'Neill. Doktor przymknął oczy i pokiwał z wolna głową, lekko wzruszając ramionami. — Jego stan jest bardzo ciężki, majorze. Niewiele jest tu do powiedzenia, ale tego..."
(strona 4) " Cóż to ma za znaczenie? Czyż już teraz nie jest właściwie tylko trupem? Nie będzie już nigdy mógł słyszeć, widzieć, mówić ani myśleć i nie sprawiłoby to różnicy biednemu Sturkowi, gdyby nawet już dziś wieczór ułożyli..."
(strona 5) " ROZDZIAŁ LVI PROBOSZCZ WALSINGHAM I CHRZEŚCIJANIE Z CHAPELIZOD ZBIERAJĄ SIĘ NA GŁOS ŚWIĘTEGO DZWONU, A WAMPIR SIEDZI W KOŚCIELE Następnego dnia dzwon niedzielny z pokrytej bluszczem dzwonnicy w Chapelizod wezwał wszystkich wiernych..."
(strona 6) " dzeniem wywoływał pioruny i błyskawice, a Lucius Piso, którego Pliniusz nazywa wielce czcigodnym autorem, twierdzi, że tego samego dokonywał często w bardziej odległych czasach król Numa Pompiliusz, nie będzie to z pewnością poczytane..."
(strona 7) " ciusa, syna Madana, czwartego króla Anglii — zwanej wówczas Brytanią od imienia Brutusa, który zamordował swego brata Manliusa — i zważcie to, w dwadzieścia lat później został pożarty przez dzikie bestie; i inną jeszcze historię..."
(strona 8) " ROZDZIAŁ LVII W KTÓRYM DOKTOR TOOLE I PAN LOWE ODWIEDZAJĄ DOM ”POD MŁYNEM” I SPOSTRZEGAJĄ TAM COS GODNEGO UWAGI Po nabożeństwie doktor Toole udał się do domu ”Pod Młynem”, aby złożyć popołudniową wizytę biednej małej..."
(strona 9) " Tak rozmawiając doszli do domu ”Pod Młynem” nad rzeką, w pobliżu Knockmaroon. Gdy Lowe dowiedział się, że Toole ma zamiar złożyć tam wizytę, oddał wodze małemu obdartusowi z Chapelizod, zsiadł z konia i poszedł razem z..."
(strona 10) " pana? — odparła wystraszona, sama nie wiedząc czemu, jak się często zdarza ludziom jej stanu. — Czy zauważyłaś to? — i wskazał na poprzeczną linię przecinającą obcas na ukos — Czy znasz to? Kobieta potwierdziła. — Kto..."
(strona 11) " — Z pewnością, proszę pani. Cóż może mu dolegać? Toole przewracał w starych fiolkach z lekami stojących na kominku, wciąż obracając etykietki, lecz bynajmniej o nich nie myśląc ani ich nie widząc, a jedynie mrucząc czasem do..."
(strona 12) " Wszakże, przypuśćmy nawet, iż zadał on owe potężne ciosy w głowę Sturkowi, nie znaczyło to jeszcze, że uczynił to z zimną krwią, nie będąc do tego zmuszonym. Niemniej jednak, wszystko to razem wyglądało niezbyt obiecująco, do..."
(strona 13) " rozstajnych dróg i pogłosek, wszystko tonęło w ogromie domysłów lub pochłonięte było przez miejski zajazd, prawdziwie ludzkie trzęsawisko, gdzie niczego nie można było usłyszeć ani otrzymać rozstawnych koni przed godziną..."
(strona 14) " ROZDZIAŁ LVIII JEDNA ZE ZBŁĄKANYCH OWIECZEK POWRACA DO DOMU I WYSNUWA SIĘ ROZMAITE PRZYPUSZCZENIA DOTYCZĄCE CHARLESA NUTTERA I PORUCZNIKA PUDDOCKA I właśnie w ów poniedziałkowy poranek pośród wrzawy wywołanej snuciem domysłów..."
(strona 15) " skującej wysokim, jasnym płomieniem, już to zapadającej w ciemne, beznadziejne głębie. Istotnie nie był tak towarzyski, jak za szczęśliwych czasów, a nieraz wręcz diablo posępny i zgryźliwy — albowiem — jak się domyślacie, nie..."
(strona 16) " matki odwiedzinach u panny Lily, a następnie u samego proboszcza — całość, trzeba przyznać, zgodna była z prawdą. Początkowo Devereux pobladł tak, że Toole przeraził się, później wpadł w dziki szał. Wyrzucał z siebie potoki..."
(strona 17) " — Znajduje się on w sianie głębokiego letargu — rzekł zacny sługa Boży. — Jego życie jest powolnym zanikaniem, wyciska z niego jak płyn w klepsydrze: z każdą godziną coraz mniej pozostaje w nim życia i wkrótce czas jego..."
(strona 18) " łóżmy, doszło do szarpaniny między Nutterem a Sturkiem... no i stało się, wiecie... Sturk stracił przewagę i właściwie był już załatwiony, no, cóż, znacie ten rodzaj trwogi... i... i... strach... rozumiecie... biedaczysko, będąc..."
(strona 19) " jednocześnie ciotce należny szacunek. Ciotka Rebeka zaś słuchała wówczas bardzo uważnie, a później kręcąc głową mawiała: — Jest pan zbyt dobroduszny, kapitanie; on nigdy nie podziękuje panu za ten trud, nigdy — ja to panu..."
(strona 20) " ROZDZIAŁ LIX JAK PRZED DOM ”POD WIĄZAMI” ZAJECHAŁA KARETA I JAK WYSIADŁY Z NIEJ DWIE PIĘKNE DAMY W BALOWYCH STROJACH Minęły już przeszło dwa tygodnie od nieszczęśliwego wypadku Sturka w Butcher's Wood, a on wciąż żył,..."
(strona 21) " ołówka. Rany są tak głębokie, że można włożyć w nie palec. Niech pan spyta Ironsa, który zmienia mu opatrunki podczas niej nieobecności. — Wolę raczej spytać pana, sir — odparł równie wyniośle Dangerfield. — A więc nie..."
(strona 22) " jak Nell w farsie. — Nigdy przedtem tego nie widziałam — podeszła, by przyjrzeć się z bliska naszyjnikowi Gertrudy. — Ciociu Becky, jaka piękna koronka! Czyż ciocia nie wygląda ślicznie, Gertie? Nigdy jeszcze nie widziałam jej aż..."
(strona 23) " nęła w głąb pokoju z nikłym uśmiechem na ustach i łzami w oczach. Usiadła przy klawikordzie i wciąż zarumieniona zagrała taniec ludowy, a po tym wesołą staroirlandzką melodię, figlarną i pełną życia. Na te niezwyczajne..."
(strona 24) " wami, lecz nie sercem. Biedna mała Lily! Miała nadzieję, że całe zło, które w nim tkwiło, zostanie pewnego dnia naprawione. Był wciąż jeszcze jej bohaterem — i, och! miała nadzieję, że dochowa jej wierności. I tak miłość Lily,..."
(strona 25) " Muzyka, akord po akordzie, sprawiała, że smutne oczy małej Lily znów ujrzały to całe ruchome widowisko, niewidzialne dla zamglonych starych oczu Sally. Mała Lily cofnęła się we wspomnieniach do dni swego dzieciństwa. Stała na zalanej..."
(strona 26) " Rozdział LX W KTÓRYM JEST MOWA O KRYNOLINACH, PIÓRACH, BRYLANTACH, DANDYSACH I SKRZYPKACH Ów bal Irlandzkiej Artylerii Królewskiej był wielkim i wspaniałym wydarzeniem. Tegoż dnia rano przyjechał generał Chattesworth, w samą porę..."
(strona 27) " nie w lustro. Cały wysiłek włożony w ową wyszukaną toaletę, wszystkie owe uroczyste przygotowania i szczegóły — wszystko to było wyrazem uwielbienia i czci dla jego bogini, nabożeństwem, które celebrował. Cluffe podobnie stroił..."
(strona 28) " wistnych krawców zadręczających go długimi rachunkami i niedwuznacznymi pogróżkami. — Niechaj przyjaciele markiza Kildare'a błogosławieni będą krawieckim naparstkiem — zadeklamował wspaniały mistrz toastów. — Niechaj igła..."
(strona 29) " czerwonym blaskiem pochodni, weszli, żywiąc odmienne uczucia, do zatłoczonej już sali balowej. Devereux rozejrzał się, spoglądając na rozkołysane pęki piór, skrzące się brylanty głupawo uśmiechniętych podstarzałych dam, a także..."
(strona 30) " wał się z takim dziwnym przejęciem przypatrywać wirującemu kręgowi tancerzy, widział jedynie staromodny salon z pękami róż wokół okien i słyszał tylko słodki, głęboki głos, dla niego brzmiący jak anielska muzyka, jak daleka..."
(strona 31) " radnej karecie Chattesworthów; gdy drzwiczki zamknęły się, skinęła ręką swemu wiernemu rycerzowi, obdarzając go słabym uśmiechem; po czym zadrżała lekko i powiedziała: — Jaka zimna dziś noc; przypuszczam, że moja ciotka będzie..."
(strona 32) " ROZDZIAŁ LXI W KTÓRYM DUCHY DAWNEGO GRZECHU PRZYCHODZĄ NA UMÓWIONE SPOTKANIE Devereux otulony opończą wszedł do parku przez bramę Parsona, zamaszystym krokiem wspiął się na strome wzniesienie, po czym skierował ku bramie..."
(strona 33) " wie, panie Ryszardzie, dla pana uczynię wszystko, wszystko. Będę żebrać, rabować lub umrę dla pana, panie Ryszardzie. Cokolwiek rozkażesz, twoja biedna, szalona Nan uczyni. Wzruszyło to Devereux. Łzy spływały po wybladłych policzkach..."
(strona 34) " biedna dziewczyna z Palmerstown, która ongi była tak wesoła. — Czemu nie słuchasz mnie, dziecko? Tak nie można. Musisz mieć płaszcz i kapturek. Jest bardzo zimno, na Boga, Nan, nigdy nie będziesz cierpiała nędzy, jeśli będę miał..."
(strona 35) " Ryszardzie, pozwól mi jedynie pocałować twą rękę... och! Nie, nie, nie mów, żegnaj, odejdę... już odeszłam... lecz być może... przypuśćmy tylko, że zechce pan kiedyś ujrzeć znów swą biedną, szaloną Nam... tylko ją..."
(strona 36) " ROZDZIAŁ LXII O UROCZYSTYM POSTANOWIENIU, KTÓRE KAPITAN DEVEREUX PODJĄŁ, SKŁADAJĄC OFIARĘ BOGOM SWEGO DOMOWEGO OGNISKA Gdy Devereux wszedł do swego salonu i zapalił świece, pogrążony był w czarnym i gorzkim nastroju. Przez..."
(strona 37) " Więc obliczył z grubsza. ”Powiedzmy, że tyle... tu czy tam, to nie ma większego znaczenia. Nie utonę przecież w naparstku. Phi!! to za dużo. Cóż mam z tym uczynić? Niech do diabli porwą. Cóż, nic nie możemy na to poradzić... to..."
(strona 38) " — Czóż, nie sządżę, by mnie pan znał, Devereux — zaseplenił Puddock w zadumie — bycz może szę mylę, lecz sządżę, że mógłbym żgłębić tajniki duszy łajdaka, podobnie jak większość ludżi. — A jeśliby się to panu..."
(strona 39) " Tryumfujący nad piekłem! Lecz teraz Straciłeś wszystko: teraz cię opuszcza Dobry twój anioł! Czeluści piekielne Już się rozwarły, by pochłonąć ciebie . — Dość tego, to wszystko jedynie przeklęte, nadęta mowa —..."
(strona 40) " ny, mały znachor, nie pojmuje z tego ani słowa. Chciałbym być podobny do Puddocka. Biedaczysko! Po pewnym czasie Devereux wrócił na fotel przy kominku, po drodze wypił jeszcze jeden łyk owej wody z Lety i usiadł przy ogniu, nie..."
(strona 41) " ROZDZIAŁ LXIII W KTÓRYM POZWOLONO SOBIE UŻYĆ NAZWISKA PANA NUTTERA, A PAN DANGERFIELD STOI PRZED OŁTARZEM Biedna gani Nutter nadal pozostawała w stanie obłędnego i zmiennego cierpienia, nie wiedząc, co sądzić, a przede wszystkim..."
(strona 42) " zrobić z tego dobry rosół i wypić, a on przechowa jeszcze jedną utuczoną sztukę do powrotu samego Nuttera”. — A wówczas, kochanie, przyjdziecie do mnie oboje i spożyjecie wieczerzę ze starym ojcem Austinem; będzie to wspaniały..."
(strona 43) " Lecz ów tkwił tam istotnie: ”Charles Nutter, Esq., uprzednio z domu «Pod Młynem» w pobliżu Knockmaroon w hrabstwie dublińskim”; tu następował dokładny opis ubioru, jaki Nutter miał na sobie, wygląd, rysopis i wzrost. Biedna jego..."
(strona 44) " śniej i bardzo zapadła na płuca. Widzi pan, nie wiadomo, jaki obrót choroba przybierze, i martwię się, że ona tak słabuje — to najładniejsze stworzenie i najlepsza duszyczka; nie wyobrażam sobie, co uczyniłby biedny stary proboszcz,..."
(strona 45) " się u boku ołtarza. W oczach Ironsa zimny blask okularów Dangerfielda oraz jego zwrócone ku drzwiom kościoła białe, szydercze oblicze, którego nie zarumienił nigdy żaden wysiłek, wyglądały dziwnie w otoczeniu, gdzie Irons zwykł był..."
(strona 46) " Nie czekając odpowiedzi, szybkim krokiem wyszedł z kruchty i łypnął okiem na faliste, zielone kopczyki i kamienne nagrobki. W kościele nie zabawił nawet trzech minut, a teraz udał się na drugą stronę ulicy, do sklepu, i spytał..."
(strona 47) " ROZDZIAŁ LXIV OBRAZUJĄCY NOCNĄ SCENĘ, PODCZAS KTÓREJ PANNA GERTRUDA CHATTESWORTH UDZIELA ODPOWIEDZI POD NACISKIEM CIOTKI BECKY W pojęciu ciotki Becky zbliżał się już czas, by wyjaśnić dziwne stosunki panujące między rodziną w..."
(strona 48) " na podskoczyło lekko i zerknął na nią sponad złoconych okularów. — Nie mogę pojąć, bracie, co masz na myśli, czego pragniesz lub co zamierzasz osiągnąć tymi zalotami i całym tym wzdychaniem; jest to zaiste dziwny sposób..."
(strona 49) " strzygnięcie. Czemuż nie miałaby go chcieć? Co do mnie, sądzę, że nie jesteśmy o wiele lepsi niż zwykli oszuści. Mam zamiar jutro rano napisać do niego i zawiadomić biedaka, że oszukiwaliśmy go z rozmysłem w ciągu całego tego..."
(strona 50) " Natomiast panna Rebeka Chattesworth rozsunęła kotary i jak duch stanęła ze świecą w ręku, obleczona w nocną koszulę i luźno narzucony na nią różowo-zielony pikowany szlafrok. Była wysoka i jak zwykle wyprostowana, lecz wyglądała..."
(strona 51) " stworzenie? Och, kochana ciociu, cóż uczyniłam, by zasłużyć na tak okropne podejrzenie? Z ciemnego rumieńca na jej twarzy można było wywnioskować, że ciotka nie lubiła, gdy się z niej śmiano. — Coś ty uczyniła? — powtórzyła..."
(strona 52) " Chattesworthów (ulubiona forma powoływania się na rodzinę, używana przez ciotkę przy wszelkich poważnych okazjach). — Czy lubisz porucznika Puddocka? To z kolei rozdrażniło pannę Gertrudę, więc nagłym rumieńcem na policzkach oraz..."
(strona 53) " ROZDZIAŁ LXV OPOWIADAJĄCY O PEWNYCH WIEŚCIACH, KTÓRE DOTARŁY DO MIASTECZKA, ORAZ O ODWIEDZINACH PROBOSZCZA WALSINGHAMA U KAPITANA RYSZARDA DEVE-REUX W JEGO MIESZKANIU Całe miasteczko obiegły wieści, które wprawiły w ruch wszystkie..."
(strona 54) " — Och! Ha! Oczywiście, bardzo dobrze, sir. Proszę mi wybaczyć... i... i... właśnie skończył śniadanie... śpioch z niego, sir... cha! cha! Sługa waszej wielebności. Devereux zadziwiał ostatnio swego towarzysza Puddocka bardziej niż..."
(strona 55) " wzdłuż białej fasady domu w Belmont skłoniło proboszcza do odbycia tej krótkiej wizyty; tak więc wszedł teraz po schodach do mieszkania Devereux i stojąc na dywanie przed drzwiami, zapukał w nie ze smutnymi, poważnym wyrazem twarzy,..."
(strona 56) " ROZDZIAŁ LXVI O PEWNEJ NAWAŁNICY, KTÓRA ZERWAŁA SIĘ I WSTRZĄSNĘŁA ŁYŻKAMI I FILIŻANKAMI KAPITANA, I O NAGŁYM UCISZENIU SIĘ WICHURY — Bardzo się cieszę mogąc spędzić z panem kilka spokojnych chwil — rzekł proboszcz...."
(strona 57) " Tak więc i teraz proboszcz przeniósł wzrok na obrus, porcelanowa bowiem zastawa śniadaniowa i srebra Devereux znajdowały się jeszcze na stole; proboszcz ze smutną miną zgarnął palcem okruchy, które tam znalazł, najpierw w rządek,..."
(strona 58) " — Moje życie, kapitanie Devereux, zbliża się ku końcowi — podjął — i życzyłbym sobie widzieć ją u boku dobrego, czułego towarzysza, myślę bowiem, iż jest ona małym, wrażliwym kwiatkiem. Mała biedna Lily! Często przypomina..."
(strona 59) " — Nie podała przyczyny, lecz pan ją zna — wybuchnął Devereux. — Doprawdy, sir, nie znam tej przyczyny — odpowiedział proboszcz. — Ależ pan zna... musi pan znać... pan chciał powiedzieć... pan przynajmniej słyszał o mnie..."
(strona 60) " dostrzega pan tego, co się dzieje w tej wiosce każdego dnia na pańskich oczach. Nie jestem gorszy niż inni ani w połowie nie jestem tak niegodziwy jak pięćdziesięciu starszych niż ja mężczyzn, którzy powinni mieć lepsze rozeznanie...."
(strona 61) " Słyszał pan, że czasem piję, może o jedną szklaneczką zbyt wiele — a któż nie pije? Może pan sam pije, sir, pije więcej, lecz mniej jawnie niż ja, być może, i daje pan wiarę wszystkim przeklętym oszczerstwom, jakie zdoła..."
(strona 62) " ROZDZIAŁ LXVII W KTÓRYM PRZECHADZA SIĘ PEWIEN UDRĘCZONY DUCH Owego wieczoru pan Dangerfield przybył do klubu w dość dobrym nastroju; stracił go jednak, gdy poczęto rozmawiać o biednym Charlesie Nutterze. Dangerfield spoważniał..."
(strona 63) " po chwili jednak nie było już nic słychać prócz przytłumionych podmuchów wichury i miękkich uderzeń śniegu. Nasłuchiwała więc nadał, lecz daremnie. — To tylko złudzenie — rzekła Betty, odetchnąwszy głęboko i starając się..."
(strona 64) " wydała głośny krzyk i cisnęła lichtarzem w czarną postać, aż rozległ się głośny łoskot uderzenia o drzwi znajdujące się za nią, po czym wszystko pochłonęła nagła ciemność. Sama nie wiedząc jak, wpadła do sąsiedniej..."
(strona 65) " ROZDZIAŁ LXVIII JAK MIJA WIECZÓR ”POD WIĄZAMI”, O MAŁEJ WYCIECZCE DOKTORA TOOLE'A I JAK ROZPRAWIAJĄ DWA WYBRANE DUCHY, PODCZAS GDY HEBE WNOSI NEKTAR ”Pod Wiązami” owego wieczoru mała Lily zasiadła z dobrym starym proboszczem..."
(strona 66) " w więzieniu, skazany na karę śmierci za podłe i tchórzliwe morderstwo, połknął truciznę, kończąc tak swe występne życie straszną zbrodnią, która z natury swej jest nie do odkupienia. To wszystko, lecz aż nazbyt wiele, kochanie...."
(strona 67) " Nie wiem, czy to poranna wizyta proboszcza Walsinghama i nadzieja usłyszenia czegoś o niej sprawiła, że niespokojny Tom Toole owinąwszy się w pelerynę, udał się do mieszkania Devereux, brnąc przez burzę i śnieżycę. Dom, w którym..."
(strona 68) " kuję panu raz jeszcze — odparł Toole z miłym uśmiechem — lecz, jeśli pan jest skłonny odbyć tę podróż i nie może czekać, cóż, napijmy się choć razem przed rozstaniem. — Z rozkoszą, czego pan chce. Czy ma to być poncz? —..."
(strona 69) " jak kulkę za pomocą zgłębnika; byłby pan umarł ze śmiechu, a jednak wcale ta pigułka nie była zbyt duża. Na honor, zapewniam pana, że czarny chłopak pani Rebeki Chattesworth zaledwie wczoraj połknął kulę muszkietu dwa razy..."
(strona 70) " ROZDZIAŁ LXIX O NASTĘPNYM HURAGANIE SZALEJĄCYM W SALONIE KAPITANA DEVEREUX I O TYM, JAK PANI IRONS ZOSTAŁA NAPADNIĘTA W ŁÓŻKU I NIEMAL ZADUSZONA Zacna pani Irons ustawiała na stole porcelanowy dzban ze srebrną łyżką i dwa..."
(strona 71) " I ku przerażeniu Toole'a okno się otworzyło, a ohydny pęd wirującej burzy i śniegu wtargnął do pokoju. Świece zagasły, zasłony zatrzepotały wysoko w górze i uderzyły w sufit, drzwi trzasnęły z okropnym hałasem, papiery i kto wie,..."
(strona 72) " i szalejącej wichurze; gdy skręcił za róg domu, poczuł z żalem i gniewem zapach ponczu unoszący się z chodnika. W godzinę później Devereux, zostawszy sam, wezwał panią Irons i przyjął ją z grzeczną powagą: — Madame, czy..."
(strona 73) " — Dziękuję pani, madame; nic nie szkodzi. Życzę pani dobrej nocy, madame. — I zamknął drzwi. — Nie ma Biblii! — mruknął Devereux. — Stara wiedźma! Pani Irons, jak pamiętacie, nigdy nie szczędziła swego daru niepohamowanej,..."
(strona 74) " ło, uderzając pół tuzina razy głową małżonki o oparcie łóżka i pozostawiając ją w stanie jeszcze większego oszołomienia, niż miało to miejsce owego pamiętnego wieczoru, gdy po raz pierwszy wyznał jej miłość. Gdy tylko nieco..."
(strona 75) " ROZDZIAŁ LXX W KTÓRYM WIDZIMY NIEOCZEKIWANEGO GOŚCIA W CEDROWYM SALONIKU DOMU ”POD DACHÓWKĄ”, PODCZAS GDY HISTORIA PANA BEAUCLERCA I ”LILII BURBOŃSKIEJ” POCZYNA SIĘ WYJAŚNIAĆ Zaiste, straszliwa to była noc, gdy miały..."
(strona 76) " wyobraźni ujrzał swoją dziwną napowietrzną podróż w ciemności. Raz było to ujadanie psów piekielnych i przeciągły krzyk uciekającej przed nimi zjawy, to znów ryczący grzmot oceanu i głosy tysięcy rozbitków. Pod naporem..."
(strona 77) " dłoń i żwawo poczęła ścierać śnieg, jakby chcąc umożliwić komuś zajrzenie do środka. Tym razem ukazało się coś więcej niż kształt dłoni — ludzka twarz przysunęła się tuż do szyby — nie należała ona do Nuttera — o,..."
(strona 78) " nie przycichną (nie wódź nas na pokuszenie!), do Mullingar lub gdziekolwiek indziej. Nie chcę stać dłużej u wrót piekieł, w zasięgu długiego ramienia tego diabła! — Wejdź do salonu — powiedział Mervyn spostrzegając, że Irons..."
(strona 79) " Wiedział, co każdy myśli. Podejmował postanowienie w mgnieniu oka i uderzał jak piorun z jasnego nieba. Nie znał uczucia litości ni strachu, a jego spryt był tak wielki i niezawodny, że nie można go było na niczym przyłapać...."
(strona 80) " — A więc, sir, przyszedł pewien Żyd proponując zakłady, nie gentlemenom, sir, lecz różnym biedakom. Pan Archer wysłał mnie i Glascocka, aby go oskubać, jak się wyraził; powiedział nam, abyśmy postawili na Strawberry'ego, i tak..."
(strona 81) " ROZDZIAŁ LXXI W KTÓRYM PAN IRONS PRZECHODZI DO OPOWIADANIA O ZDARZENIACH NA WRZOSOWISKU W MERTON — A więc uczyniłem, jak mi kazał, i postawiłem przed nim szklankę rumu, lecz zamiast pić wyszedł za mną. ”Powiedziałem wam —..."
(strona 82) " co się stało, miałby zbyt niewyraźną minę; pozwól mu postawić buty w pokoju, a gdyby się dopytywał, powiesz, że pan Beauclerc obrócił się na drugi bok w łóżku coś mrucząc, jak to człowiek często czyni we śnie, pojmujesz, i..."
(strona 83) " że, nie dam panu zbyt długo czekać; lecz nie jest to błahostką dla człowieka powziąć postanowienie uczynienia kroku, który nie wiadomo dokąd może go zaprowadzić. Po chwili milczenia Irons podjął: — Otóż, sir, pan Archer usiadł..."
(strona 84) " w zamku; nie mógł jednak drzwi otworzyć, kopnął więc je silnie i drzwi ustąpiły. Weszliśmy razem z nim, pan Archer u boku pańskiego ojca uspokajając go, a ja, sam nie wiem jak, znalazłem się za jego plecami. Tymczasem jego lordowska..."
(strona 85) " jest lord Dunoran? Nie powinniśmy pozwolić mu odjechać”, i udał się za nim wraz z dwoma czy trzema innymi. Spotkali jego lordowską mość już w pelerynie i kapeluszu w przedpokoju, a wówczas pan Underwood stanął pomiędzy nim a..."
(strona 86) " mnie przy pompie w podwórzu obok stajni — to był bardzo mądry list, który ty i Glascock napisaliście do mnie do Londynu.” Odparłem więc, że słyszę o tym po raz pierwszy. ”Co! — rzekł do mnie — Chcesz powiedzieć, że nie..."
(strona 87) " ROZDZIAŁ LXXII W KTÓRYM CIEMNOŚĆ POCHŁANIA ZJAWĘ PANA IRONSA Wieczór był ciemny, księżyc niemal nie świecił, a pan Archer kazał nam skręcić z drogi na wrzosowisko; było ono ponure i obmierzłe, rozległe na cztery czy pięć..."
(strona 88) " ”Cóż, sir, wszystko było w liście” — odparł. ”Ach, Glascock — rzekł pan Archer — to był list z pogróżkami. Nie przypuszczałem, że mi się tak przysłużysz. Lecz musi biec ten, którego diabeł popędza!” — i znów..."
(strona 89) " uwagę... może nie za dużo” — stwierdził pan Archer. Mówiąc to wyjął prawą rękę z kieszeni i strzelił mu z pistoletu w samo serce. Glascock nie zdążył rzec słowa ani nawet nie jęknął. Drgnął tylko i runął jak..."
(strona 90) " nej przyczyny. Gdy doszliśmy znów do drogi, poszedłem gościńcem londyńskim, a on odwrócił się ku mnie plecami, i nie wiem, dokąd się udał, lecz miał niewątpliwie ściśle określone plany. Była to dla mnie paskudna wędrówka,..."
(strona 91) " wiekiem, a pan Dangerfield wie coś o nim? — krzyknął Mervyn. Irons nic nie odparł; siedział przy kominku milcząc kilka sekund niczym żywe uosobienie bezwładu. — Jeśli wymieni pan moje nazwisko lub wypaple choćby jedno słowo z tego,..."
(strona 92) " ROZDZIAŁ LXXIII O PEWNYM GENTLEMANIE Z CZARNĄ PRZEPASKĄ NA OKU, KTÓRY W TOWARZYSTWIE DAMY ZŁOŻYŁ KILKA WIZYT W CHAPELIZOD I OKOLICY Ranek, mimo że wiatr się nieco uspokoił, był ponury i posępny. Ku przerażeniu biednej pani..."
(strona 93) " Na te słowa pani Mac złożyła ręce w śmiertelnej udręce i rozpłakała się. Wyglądało na to, że M. M. straciła cierpliwość; w spojrzeniu jej czaiła się groźba i pod tym spojrzeniem biedna, łagodna pani Mac zadrżała. — To..."
(strona 94) " strasznych wieści o śmierci swego Charlie'ego i leżała teraz na łóżku zalewając łzami poduszkę. — Czy to jest posiadłość zwana ”Pod Młynem”, poprzednio zajmowana przez zmarłego Charlesa Nuttera... co? — spytał gentleman..."
www.archangelica.pl


